Mocne słowa ratownika medycznego: od rządu RP i tak zwanej zjednoczonej prawicy dostaliśmy kopa w dupę i środkowy palec na „do widzenia”!

Wystarczy.  Kiedyś zastanawiałem się ile osób musi w Polsce umrzeć, by ktoś na poważnie zajął się systemem Państwowego Ratownictwa Medycznego. By przestano traktować mnie i moich kolegów jak „dzieci gorszego Boga ” wśród zawodów medycznych.  Okazało się że śmierć blisko stu tysięcy osób, pandemia, krach za krachem i cały ten bałagan, sprawił „jedynie” że zaczęto nas odróżniać od sanitariuszy. Że redaktor poprawił słowo „karetka” na „zespół ratownictwa medycznego”. Że nagle pojawiliśmy się na drugim czy trzecim miejscu w rankingu zawodów zaufania publicznego –  Fajnie. Szkoda tylko że tak późno – napisał na Instagramie jeden z bardziej znanych w Polsce ratowników medycznych.

Pandemia pokazała że jesteśmy ludźmi, którzy z buta, razem ze ścianą wchodzą tam, skąd reszta ucieka w popłochu. Że jeśli trzeba się nauczyć rzeczy, uznawanych wcześniej za niemożliwe lub niebywałe to robimy to najlepiej. Że choćby morze płonęło a góry zamieniły się z niebem miejscem – to jesteśmy i czekamy w ZRMach i na SORach na każdego, kto znajdzie się w stanie nagłego zagrożenia życia lub zdrowia. Bez względu na to czy jest dodatni, ujemny, pijany czy umierający.
W zamian od rządu RP i tak zwanej zjednoczonej prawicy dostaliśmy kopa w dupę i środkowy palec na „do widzenia”.
Jesteśmy gośćmi od przyjmowania porodów na dworcach.
Jesteśmy gośćmi od zbierania czyichś wnętrzności do kupy.
Jesteśmy gośćmi od mycia bezdomnych, od zmieniania pampersów osobom starszym. Od walki z sepsą, udarami, zawałami serca. Jesteśmy ogniwem ochrony zdrowia, które zawsze łatało dziury, braki, niedociągnięcia reszty. Jesteśmy Twoją ostatnią szansą.
Ale nie jesteśmy chłopcami do bicia.
Nie będę udawał że pada deszcz, kiedy ktoś pluje mi w twarz.
Nie widzę w chwili obecnej możliwości bezpiecznej (dla mnie i dla pacjentów) pracy w ochronie zdrowia. W związku z tym (oraz z powodów prywatnych) złożyłem dziś wypowiedzenie umowy o pracę, dołączając do ogólnopolskich protestów ratowników medycznych.
Nie chcę w ramach protestu oddawać krwi, brać L4 czy brać urlopów na żądanie – w mojej opinii to bez sensu.
Jeśli ministerstwu zdrowia zależy na tym by system uderzył głową o beton szybciej niż nadejdzie 4 fala – proszę bardzo. Nie mam na to wpływu.

Reklamy

Jest mi bardzo przykro z powodu zaistniałej sytuacji, ale to nie jest moja wina. Nie chcę być „kosztem na które nie stać państwa”, które przewala miliony złotych na pomniki dawno nie żyjącego papieża. Nie chcę dźwigać na swoich plecach każdej głupiej decyzji Niedzielskiego. Nie chcę patrzeć jak gaśnie światło na SOR. Ale jeszcze bardziej zależy mi na tym, by się nie spalić. Zająć sobą, rodziną, zdrowiem. Obecne 3400 netto (a niedługo 0.83 średniej krajowej, jako tzw. Inny zawód medyczny) nie jest warte nieprzespanych nocy, rozwalonego życia prywatnego, ryzyka spotkań z prokuratorem i turnusu w ZK Wronki. Jednocześnie: nie przestanę być ratownikiem medycznym, nie obrażam się na swój szpital, nie znikam z internetu i – przynajmniej na razie nie wyjeżdżam z Polski. Dalej będę tutaj – zachęcając do szczepień i edukując, udało mi się „uratować” więcej osób niż dałbym radę przez kolejne 20 lat na dwóch etatach. Dalej będę ratownikiem medycznym, wciąż będę starał się być przeciwwagą dla rządowej propagandy. Ale tu I teraz czuję że czas coś zmienić, więc zmieniam. Trzymajcie się tam!

źródło: Instagram