W ferworze patriotycznego wzmożenia pojawiła się ustawa o obronie ojczyzny. I jak to bywa z PiS, wśród wielu zasadniczych rozwiązań upchnięto partyjny interes.
– Z projektu ustawy o obronie ojczyzny, tego opus magnum wicepremiera do spraw bezpieczeństwa, nie wyłania się żaden konkretny plan tego, co ma być. Wiadomo za to, że ma być na to niedoprecyzowane „coś” dużo pieniędzy – zauważa Karolina Lewicka na łamach portalu NaTemat.pl.
– Już w 2023 roku mamy przeznaczać na armię 3% PKB. Dwa, że w Banku Gospodarstwa Krajowego, zwanego złośliwie „skarbonką PiS-u”, powstanie Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych, czyli pozabudżetowe źródło finansowania wojska, gdzie będzie trafiać na przykład zysk NBP-u – pisze publicystka.
– Te środki będzie można wydawać poza kontrolą parlamentu. PiS ma lekką rękę w wydatkowaniu publicznych pieniędzy, to wiemy i to budzi niepokój. Przypadkowe zakupy bez ładu i składu, tego możemy się po PiS-ie spodziewać – dodaje.
Nie bez powodu więc uznaje Lewicka ustawę o obronie ojczyzny za „wielkie oszustwo PiS”. Za które będziemy musieli słono zapłacić.











