U Terleckiego bez zmian. Opowiada o „objawach histerii” wśród opozycji

Najwyraźniej partyjny przekaz dnia, rozsyłany przez centralę na Nowogrodzkiej, nie dotarł do marszałka Ryszarda Terleckiego. Zamiast snucia opowieści o „zgodzie narodowej” ten polityk PiS opowiada jak dawniej o „objawach histerii” wśród opozycji.

Reklamy

– Ekipa, która odpowiadała za notoryczne osłabianie polskiego państwa i systematyczny demontaż polskiej armii, teraz chciałaby wrócić do władzy pod obłudnym hasłem zapewnienia bezpieczeństwa. Każde kłamstwo, byle często wypowiadane, okazało się użyteczne wobec zwolenników, zwiezionych do mrocznej sali partyjnego kongresu. Bo kto jeszcze pamięta hasło +po co nam wojsko, obronią nas sojusznicy+ albo usilne zwalczanie pomysłu tworzenia Wojsk Obrony Terytorialnej? – opowiada Terlecki, najwyraźniej starając się zapomnieć o regresie polskiej armii po 2015 r.

– Największy niepokój towarzyszy rozmowom rządu o funduszach europejskich, bo co zrobi opozycja, gdy Bruksela zamiast bronić przywilejów i bezkarności „nadzwyczajnej kasty”, zgodzi się uznać polski wysiłek w sprawie uchodźców z Ukrainy oraz dostaw uzbrojenia dla walczącej ukraińskiej armii. A tam czekają unijne miliardy zamrożone przy poparciu totalnej opozycji, walczącej o władzę według zasady „im gorzej w Polsce, tym lepiej”. Podczas gdy świat obserwuje wojnę z rosnącym niepokojem, opozycja, która panicznie boi się demokratycznych wyborów, nadal śni o ulicznych protestach i siłowym przejęciu władzy – dodaje Terlecki w swoim felietonie dla „Dziennika Polskiego”.

Słowem „u Terleckiego bez zmian”. Tyle tylko, że opozycja nie powinna dać się zwieść słowami polityków PiS o „zgodzie narodowej”. Niezbędnej rzekomo w obliczu wojny na Ukrainie. Terlecki jasno pokazuje, że Zjednoczona Prawica ani myśli o zakończeniu domowej „zimnej wojny”. Konflikt jest jej po prostu potrzebny do dalszego trwania.