Czy Kaczyński kazał bratu lądować za wszelką cenę?

„Jeżeli opinia publiczna poznałaby treść rozmowy braci Kaczyńskich, której zapis znam z akt ściśle tajnych, to gwarantuję, że zupełnie inaczej oceni sytuację po 10 kwietnia 2010 r. (…) Jestem w stanie wskazać konkretną teczkę i konkretne karty z dokumentami, które pozwalają spojrzeć na pewne sprawy w innym świetle. Uważam, że ten stenogram powinna poznać opinia publiczna, by wyrobiła sobie zdanie, do czego Jarosław Kaczyński jest zdolny” – ujawnił sędzia Wojciech Łączewski, atakowany później zaciekle przez reżim PiS.

Sugestia sędziego jest dla wszystkich czytelna. Jarosław Kaczyński miał namawiać swojego brata, Lecha, do lądowania za wszelką cenę, mimo złych warunków pogodowych. Kaczyński stawiał ponad wszystko cel polityczny, jakim było wygranie wyborów prezydenckich a Lech Kaczyński jako słaby prezydent szukał desperacko jakiegoś punktu podparcia. Katyń miał być odwołaniem się do historii Polski, innymi słowy mówiąc pozyskaniem elektoratu narodowego.

Reklamy

Resztę już znamy. Samolot rozbił się w Smoleńsku bo próbowano lądować pomimo warunków, które to uniemożliwiały. Potem nastąpił wysyp pisowskiej paranoi, teorii o sztucznej mgle, bombie, zamachu a nawet o tym, że ktoś przeżył katastrofę. Specjalizuje się w tym Antoni Smoleński Maciarewicz, który na swoje bajki wyciągnął z budżetu państwa 25 milionów złotych (albo i więcej).

Do odtajnienia rozmowy Kaczyńskich wzywa m.in. Roman Giertych. Uważa on, że rozmowa, która została nagrana i jest jej stenogram, zawiera ważne informacje pozwalające lepiej wyjaśnić przyczyny katastrofy w Smoleńsku.

Sędzia Łączewski ujawnił prawdę: Kaczyński jest zdolny nawet do poświęcenia brata w imię polityki.