Bajki Morawieckiego. Opowiada o „putinflacji”

Najwyraźniej do władzy zaczynają docierać sygnały, że w Polsce pojawiła się bieda. Niewidziana już od wielu lat. Zapewne tłuste koty PiS by się tym nie przejęły, w końcu Morawiecki już dawno temu mówił o konieczności „z…a za miskę ryżu”. Teraz jednak pojawiła się obawa, że przez biedę PiS może stracić władzę. A partyjniacy swoje profity.

Reklamy

Stąd też premier i jego dworacy zaczęli opowiadać, że „coś zrobią” dla biedniejących w oczach Polaków.

– Pracujemy z najważniejszymi ludźmi z rynku finansowego, z szefem KNF i prezesem NBP, nad zmianami w Funduszu Wsparcia Kredytobiorców – opowiadał dziś Morawiecki.

Planujemy różne działania w zakresie ochrony kredytobiorców. Miejmy na uwadze, że już zostało skonstruowanych kilka funduszy, w tym Fundusz Wsparcia Kredytobiorców, który słabo działa – do tej pory niewiele osób mogło z niego skorzystać. Pracujemy z najważniejszymi ludźmi z rynku finansowego, z szefem KNF i prezesem NBP, nad zmianami w tym funduszu, nad tym, aby z tego funduszu można realnie skorzystać – dodał szef rządu.

Po czym zaczął opowiadać, że za szalejącą inflację odpowiada Putin. Taktownie przy tym zapomniał dodać, że spadek wartości złotówki trwa już od dobrych kilkunastu miesięcy. A wojna na Ukrainie raptem od 24 lutego…

– Ważne, aby każdy wiedział, że to skutek „putinflacji”, że to efekt wojny na Ukrainie, żebyśmy potrafili połączyć kropki na rysunku. To nie jest samoistne zdarzenie makro, dzieje się tak za przyczyną wojny na Ukrainie, którą rozpętał Putin – przekonywał premier.

Tylko kto mu jeszcze może uwierzyć? Nie bez przyczyny wszak premier nazywany jest Pinokiem.