Dlaczego Kaczyński tak panicznie boi się debaty z Tuskiem i co chciałby w ten sposób ukryć?

Jarosław Kaczyński boi się debaty z Donaldem Tuskiem. To jedyny wniosek jaki można wyciągnąć z zachowania prezesa PiS. Gdyby wezwania do debaty były wysyłane przez sąd, to zapewne podobnie jak inny tchórz, Samuel Pereira, schowałby się w wannie i udawał, że go nie ma w domu. W demokratycznym kraju debata liderów partyjnych to coś normalnego, a dla prezesa partii populistycznej jest to powód do ucieczki i przerażenia.

Jarosław Kaczyński boi się debaty z Tuskiem jak diabeł święconej wody. Doskonale wie, że przegrałby już po pierwszych zdaniach. Prezes PiS nie ma bowiem Polakom ani nic do przekazania ani do zaoferowania. Jest już wypalonym, zniszczonym przez swoją wewnętrzną nienawiść człowiekiem. Jego brak empatii działa na niego samego destrukcyjnie. Dlatego w swoich wypowiedziach powtarza zasłyszane wcześniej hasełka i słowa, których znaczenia być może nawet nie rozumie.

Reklamy

Kaczyński ma świadomość swojego końca i ukrywa przed światem swój stan imposybilizmu. Dlatego tak chętnie używa tego słowa. Ale jego już nic nie czeka. Nic nie osiągnął, nie osiągnie nic więcej. To po prostu koniec. Donald Tusk by go rozłożył w kilka minut. A Kaczyński nie chce pokazać światu, że się skończył. Woli udawać, choćby przed gronem wyznawców.

Tchórz pozostanie tchórzem.