Sekundy od katastrofy. Usunięcie kontrolerów doprowadziło do tragedii, lekcja z historii

Co się stanie, gdy ktoś próbuje zastąpić kontrolerów ruchu lotniczego? Oto lekcja z Francji

„W lutym 1973 we Francji podjęto decyzję, by z dnia na dzień zastąpić kontrolerów cywilnych (z którymi państwo było w konflikcie) ich wojskowymi odpowiednikami, którzy bez odpowiedniego przeszkolenia po prostu usiedli na żywym ruchu. 5 marca tego roku w wyniku błędów proceduralnych i komunikacyjnych popełnionych przez świeżo wdrożonego wojskowego kontrolera, dwa samoloty znalazły się na zbieżnych trasach, na tym samym poziomie przelotowym, choć można było wyseparować je w pionie – w wojsku na tej wysokości nie można było, a nie było czasu (ani szkoleń), by kontroler nabył „cywilnych” przyzwyczajeń. Tymi maszynami były Convair 990A Spantaxu i DC-9-32 Iberii.
Dla wyrobienia separacji czasowej, kontroler narzucił załodze Convaira niemożliwe do spełnienia warunki zezwolenia (piloci musieli opóźnić przybycie nad trasową pomoc nawigacyjną NTS o 8 minut, podczas gdy dzieliło ich od niej raptem 9 minut lotu – musieliby zwolnić samolot o prawie połowę, co było niewykonalne). Stało się to na granicy dwóch sektorów kontroli obszaru i w strefie słabego zasięgu radiowego, toteż piloci Convaira zostali sami z zezwoleniem, którego nie potrafili spełnić, ani też doprosić się o nowe. Ostatecznie zdecydowali się samowolnie wykonać prawy holding (procedura opóźniająca składająca się z dwóch zakrętów i dwóch prostych) dla spełnienia zezwolenia, ale prawy zakręt wprowadził ich prosto w DC-9, który dolatywał do NTS po zbieżnej trasie od południowego wschodu.
Convair uderzył spód ogona DC-9 lewym skrzydłem, lecąc w 30-stopniowym przechyleniu. Samoloty znajdowały się w chmurach, toteż o samym zderzeniu załogi dowiedziały się zasadniczo po fakcie, nie mając pojęcia, co ich trafiło. Convair stracił jedną trzecią skrzydła, tuż za pylonem silnika numer 1. DC-9 rozpadł się w powietrzu, co kosztowało życie wszystkich 68 osób na jego pokładzie. Convair wylądował awaryjnie, żadnej ze 107 osób na jego pokładzie nic się nie stało. Maszynę naprawiono i przywrócono do eksploatacji – budowano je jak czołgi.
Pamiętajcie o tej historii, gdy następnym razem ktoś zacznie twierdzić, że przecież można lekką ręką zastąpić kontrolerów, którzy znają się na swojej pracy, a w ich rękach leży bezpieczeństwo tysięcy istnień każdego dnia, tak w powietrzu, jak i na ziemi, nad którą przelatują samoloty. Nie można. A kiedy się spróbuje – wychodzi jak powyżej.” 
źródło: Facebook