Polacy nie mają złudzeń, kto tak naprawdę odpowiada za tak dramatyczny spadek wartości złotówki. I w nosie mają opowieści premiera Morawieckiego o tym, że ponosimy koszty „putinflacji”. Wypierając się jak tylko można chaotycznej polityki gospodarczej własnego rządu.
– Inflacja przyspiesza. W kwietniu skoczyła do 12,4 proc., licząc rok do roku, z 11 proc. w marcu. Przerażenie budzi aż 4,4-proc. skok cen żywności – nie rok do roku, ale w ciągu zaledwie miesiąca – pisze „Rzeczpospolita”.
Polacy inflację dostrzegają we własnych, spustoszonych kieszeniach. I doskonale wiedzą, kto za nią odpowiada. W majowym sondażu IBRiS przeprowadzonym dla „Rzeczpospolitej”, aż 31,3 proc. respondentów za głównego winnego uznaje Adama Glapińskiego. Szefa Narodowego Banku Polskiego.
– Nominacja Glapińskiego uczyni niezwykle trudnym próbę okiełznania inflacji. – Ograniczone zaufanie obywateli i uczestników rynków do prezesa utrudni bankowi centralnemu doprowadzanie do znacznego spadku inflacji – komentuje wybór dziennik.
Tylko że takie rozumowanie miałoby uzasadnienie, gdyby władze w Polsce rzeczywiście chciały ograniczyć spadek wartości złotówki. Jednak ich dotychczasowe działania wskazują, że prędzej dodrukują dodatkowe miliardy złotówek, niż zacisną (swojego pasa). PiS zdobył i utrzymuje władzę hojnie rozdając pieniądze. A że mają one coraz mniejszą wartość? To już nie jest kłopot rządu.











