Jarosław Kaczyński oficjalnie potwierdził, że inflacja w Polsce będzie przez rząd rosła. Powiedział to wprost, chociaż tylko opozycyjne media potrafią o tym powiedzieć. Ani Kurski ze swoim kłamiącym ciągle TVP ani bracia Karnowscy, którzy wydrukowali wywiad z rosyjskim ambasadorem, nie odważyli się wspomnieć Polakom o obietnicach prezesa PiS.
„Chcemy, żeby w Polsce ludzie zarabiali dobrze. Szczególnie ci, którzy do tej pory zarabiali bardzo słabiutko, nawet kilka złotych za godzinę. W tej chwili to jest niespełna 20 zł, a niedługo będzie już na pewno powyżej 20” – zapowiedział Kaczyński. Nie powiedział jednak, że za te 20 zł kupi się mniej niż kiedyś za 5 zł. Wystarczy bowiem wspomnieć drożejące paliwo i pylony na stacjach benzynowych, które zmieniane są tak, aby ceny były czterocyfrowe, bo jak tak dalej pójdzie to litr paliwa przekroczy cenę 10 zł jeszcze w tym roku.
A to właśnie słowa o tym, że niedługo będzie powyżej 20 złotych oznaczają wzrost inflacji. Dlaczego? Bo dzisiaj pieniądz traci gwałtownie na wartości. Inflacja przekroczyła 16% i przez działania PiS nadal idzie w górę. Złotówka traci więc na wartości, co oznacza, jak powiedział prezes PiS, że w obiegu znajdzie się coraz więcej pieniędzy. W skrajnym wypadku za godzinę pracy ludzie będą dostawać nawet 1000 zł… albo i 10000 zł. Co z tego, jak nie starczy nawet na bochenek chleba.
