Kaczyński nie przyjmuje krytyki. „To lumpenproletaryzacja życia publicznego”

Kaczyński objeżdża właśnie Polskę, spotykając się z wyborcami. Starannie wyselekcjonowanymi wcześniej przez lokalny partyjny aktyw.

Reklamy


Chcesz czytać  więcej wewnętrznych informacji ze świata polityki i mediów? Prosimy o obserwowanie naszego profilu na Facebooku oraz na Twitterze. Proszę o lajkowanie i podawanie dalej naszych wpisów - w ten sposób możemy zrobić dla Ciebie więcej.


Ten jednak nie zawsze działa jak należy, i czasami lider PiS musi się spotkać z krytyką swojej polityki. Czasami emocjonalną – fakt, ale te emocje są całkowicie zrozumiałe. Sęk w tym, że całkowicie nie rozumie jej powodów sam Kaczyński.

– Te okrzyki, przecież nie w tym jednym miejscu występujące – to jest zjawisko występujące w całym kraju. Te twarze, te zachowania, które przenoszą się także w inne miejsce – może nie aż w tak drastycznym wydaniu, ale nawet i parlament nie jest od tego wolny – mówił szef Zjednoczonej Prawicy.

– Rozwrzeszczane grupy ludzi, którzy naprawdę upadli bardzo nisko, biorąc pod uwagę ich język, ich agresję, ich twarze – to wszystko, co by wskazywało na to, że nie byli całkiem pod tylko i wyłącznie własnych emocji – dodał. – Trudno określić inaczej niż lumpenproletaryzacja życia publicznego – uważa Kaczyński.

Prawda jakie to proste? Ci c krytykują PiS to lumpenproletariat i to „pod wpływem”. Tak widzi demokratyczną opozycję człowiek, który niemalże samowładnie rządzi Polską od 2015 r.