Kaczyński objeżdża właśnie Polskę, spotykając się z wyborcami. Starannie wyselekcjonowanymi wcześniej przez lokalny partyjny aktyw.
Ten jednak nie zawsze działa jak należy, i czasami lider PiS musi się spotkać z krytyką swojej polityki. Czasami emocjonalną – fakt, ale te emocje są całkowicie zrozumiałe. Sęk w tym, że całkowicie nie rozumie jej powodów sam Kaczyński.
– Te okrzyki, przecież nie w tym jednym miejscu występujące – to jest zjawisko występujące w całym kraju. Te twarze, te zachowania, które przenoszą się także w inne miejsce – może nie aż w tak drastycznym wydaniu, ale nawet i parlament nie jest od tego wolny – mówił szef Zjednoczonej Prawicy.
– Rozwrzeszczane grupy ludzi, którzy naprawdę upadli bardzo nisko, biorąc pod uwagę ich język, ich agresję, ich twarze – to wszystko, co by wskazywało na to, że nie byli całkiem pod tylko i wyłącznie własnych emocji – dodał. – Trudno określić inaczej niż lumpenproletaryzacja życia publicznego – uważa Kaczyński.
Prawda jakie to proste? Ci c krytykują PiS to lumpenproletariat i to „pod wpływem”. Tak widzi demokratyczną opozycję człowiek, który niemalże samowładnie rządzi Polską od 2015 r.











