Morawiecki na wylocie. O jego przyszłości zadecydowano… bez niego samego

Wczoraj odbyło się słynne już spotkanie 100 polityków PiS. Nie było na nim – co za cudowny zbieg okoliczności! – ani premiera, ani członków jego najbliższego otoczenia. A deliberowano właśnie o tym, co zrobić z Morawieckim po wyborach.

Reklamy


Chcesz czytać  więcej wewnętrznych informacji ze świata polityki i mediów? Prosimy o obserwowanie naszego profilu na Facebooku oraz na Twitterze. Proszę o lajkowanie i podawanie dalej naszych wpisów - w ten sposób możemy zrobić dla Ciebie więcej.


– Tak jak niegdyś rozwijała się kremlinologia i liczni eksperci zastanawiali się, co oznacza obecność lub nieobecność poszczególnych osób na wspólnych zdjęciach z towarzyszem Stalinem, tak dziś wiele osób nurtuje pytanie, czy prezes Kaczyński przestał już darzyć nieograniczonym zaufaniem premiera Morawieckiego. Tę dziedzinę trzeba by nazwać analogicznie nowogrodzkologią, czyli pilnym analizowaniem sygnałów płynących z ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie, gdzie ma siedzibę PiS – zauważa “Rzeczpospolita”.

– Nowogrodzkolodzy zwrócili też uwagę, że prezes tym razem chłodniej wypowiedział się o Morawieckim. Nie obiecywał już, że po wygranych wyborach na pewno pozostanie w fotelu premiera, ale zapewnił tylko, że będzie nim do końca kadencji. Co ciekawe, tłumaczył to trudnościami proceduralnymi, które przy dość niestabilnej większości uniemożliwiają zmianę premiera. To więc uznanie zła koniecznego, a nie deklaracja miłości. Nie jest chyba tajemnicą, że akcje premiera nie stoją dziś zbyt wysoko – dodaje dziennik.

Słowem tylko cud może uratować stołek Morawieckiego. A w zasadzie potrzebne są dwa cuda. Nie dość że nieudolny premier by pozostać na stanowisku musi odzyskać zaufanie Naczelnika i Partii. Co gorsza, Partia musi jeszcze wygrać wybory, a na to się nie zanosi…

Źródło: Rzeczpospolita