Generał Waldemar Skrzypczak nie pozostawia suchej nitki na pośpiesznym dozbrajaniu polskiej armii przez Mariusza Błaszczaka z PiS. W ciągu kilku ostatnich miesięcy rząd poinformował, że zakupi nie tylko amerykańskie czołgi Abrams, koreańskie K2, ale także myśliwce FA 50 oraz armatohaubice K9.

Reklamy

Zwłaszcza ten ostatni zakup jest przedmiotem powszechnej krytyki. Koreański sprzęt jest bowiem bliźniaczo podobny do naszego, sprawdzonego już na Ukrainie, Kraba.

– Dziś nie ma wielkiego zagrożenia wojną, bo Rosja jest w tej chwili słaba, więc mamy kilka lat spokoju. Nie kupowałbym więc zbyt wielu tych koreańskich „pseudo-Krabów”. W tym czasie moglibyśmy zwielokrotnić naszą produkcję. Jeżeli produkujemy teraz 10-12 Krabów rocznie, to zróbmy ich 36 rocznie. To dwa dywizjony, wystarczająca liczba. To realne liczby przy zarządzaniu menadżerskim, nie politycznym. Przy innym zarządzaniu będzie totalna klapa – skomentował zakupowy szał gen. Waldemar Skrzypczak.

– Na całym świecie będą się z nas śmiać, że chodzimy po sprzęt do kogoś, a mamy możliwości sprzętowe na miejscu. Kupujemy przecież coś, co mamy u siebie. No gdzie tak jest?! Przecież powinniśmy być w tym zakresie autonomiczni, a nigdy nie będziemy przy takim zarządzaniu – dodał gen. Skrzypczak.

Problem tylko w tym, że zakupy sprzętu dla naszej armii są działaniem czysto politycznym i na pokaz. Mają także przykryć lata zaniedbań i lekceważenia konieczności modernizowania polskiego wojska. Od 2015 r. PiS przecież w tej sprawie nic nie zrobił.

Poprzedni artykułNBP czaruje rzeczywistość. Ale i tak nie jest w stanie ukryć szalejącej inflacji
Następny artykułApel do rządu ws. Skażenia Odry. „Powiedzcie nam jak jest, nie ściemniajcie”