Bajki Glapińskiego. Opinie szefa NBP coraz trudniej odróżnić od partyjnej propagandy

Adam Glapiński, polityk od lat blisko związany z Kaczyńskim, pełniący obecnie funkcję prezesa Narodowego Banku Polskiego, stara się jak może, by bagatelizować rozmiary inflacji w Polsce. Zachowuje się zupełnie tak, jakby jego najważniejszym zadaniem była nie ochrona złotówki, ale dalszego trwania rządów PiS.

Reklamy


Chcesz czytać  więcej wewnętrznych informacji ze świata polityki i mediów? Prosimy o obserwowanie naszego profilu na Facebooku oraz na Twitterze. Proszę o lajkowanie i podawanie dalej naszych wpisów - w ten sposób możemy zrobić dla Ciebie więcej.


– Najważniejsze jest to, że presja inflacyjna będzie najprawdopodobniej stopniowo słabną. Jednocyfrowa inflację osiągniemy jednak najpewniej dopiero na koniec 2023 r. Pamiętajmy przy tym, że dokładny przebieg inflacji zależy od wielu czynników, w tym od czasu obowiązywania tarczy antyinflacyjnej – opowiadał w rozmowie z tygodnikiem „Gazeta Polska”.

– Rząd tego jeszcze nie ogłasza, ale jest możliwe, że do końca przyszłego roku tarcza będzie jeszcze obowiązywać oraz, że jej wycofywanie będzie stopniowe. I wtedy inflacja w ostatnim kwartale przyszłego roku powinna już istotnie się obniżyć, być może nawet do poziomu nieznacznie tylko przekraczającego górne odchylenie od górnej granicy celu NBP +/- 3,5 proc. – przekonywał Glapiński.

Skoro inflacja ma osłabnąć dopiero pod koniec przyszłego roku, to najwyraźniej Glapiński zakłada, że dokona tego już rząd złożony z dzisiejszej opozycji. Kto, jak kto, ale szef NBP musi przecież zdawać sobie sprawę z tego, że PiS nie ma szans, by po raz kolejny wygrać wybory. Jesienią 2023 r. Zjednoczona Prawica nie będzie już po prostu rządziła.