Radny PiS zamontował podsłuch w pokoju urzędniczki. „To nie było molestowanie seksualne”

Skandal w Kielcach.

Radny PiS Paweł Walesic stracił pracę w Urzędzie Marszałkowskim w Kielcach po tym, jak okazało się, że podsłuchiwał jedną z urzędniczek przy pomocy “elektronicznej niani”. Pracownica świętokrzyskiego urzędu marszałkowskiego zgłosiła przełożonym, że w swoim pomieszczeniu znalazła nadajnik.

Reklamy


Chcesz czytać  więcej wewnętrznych informacji ze świata polityki i mediów? Prosimy o obserwowanie naszego profilu na Facebooku oraz na Twitterze. Proszę o lajkowanie i podawanie dalej naszych wpisów - w ten sposób możemy zrobić dla Ciebie więcej.


Po dokładnym sprawdzeniu pozostałych pomieszczeń okazało się, że odbiornik znajdował się w pokoju Walesica.

– Rozwiązanie umowy o pracę nastąpiło w ostatni piątek za porozumieniem stron i wejdzie w życie z końcem sierpnia – przekazał sekretarz województwa świętokrzyskiego Mariusz Bodo.

Jak wynika z nieoficjalnych ustaleń, Walesic miał nagabywać urzędniczkę i dlatego zdecydował się na umieszczenie nadajnika w jej pokoju. Sekretarz województwa świętokrzyskiego zaprzecza takiemu scenariuszowi, ale przyznaje, że spotkał się z takimi podejrzeniami.

– Czy jest to nagabywanie, to ja bym tego tak nie określił. Molestowaniem seksualnym, jak słyszałem, też nie. To jest nieprawda – podkreślił Bodo, jednak przyznał, że kobieta, która znalazła u siebie odbiornik, “była wystraszona, że ktoś ją podsłuchuje. Czuła się niekomfortowo, że ktoś taką czynność może dokonywać”.