Orientacja seksualna Jarosława Kaczyńskiego jest tajemnicą poliszynela. Pierwszy publicznie mówił o niej Lech Wałęsa za czasów gdy był prezydentem: „Mogę zaprosić Lecha Kaczyńskiego z żoną oraz Jarosława Kaczyńskiego z mężem.” – powiedział.

„Niniejszym oświadczam, że ja, …….. jestem homoseksualistą od urodzenia. Miałem w życiu wielu partnerów, wszystkich pełnoletnich. Nie jestem zainteresowany osobami nieletnimi” – mogło by brzmieć oświadczenie, które podpisałby prezes PiS, gdyby został zatrzymany w ramach akcji Hiacynt. Dzisiaj mało kto o tym pamięta, ale w latach 1985-1987 Milicja Obywatelska (odpowiednik dzisiejszej policji) na polecenie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych prowadziła prawdziwe polowanie na homoseksualistów. Kazano im podpisywać takie oświadczenia.

Reklamy

W Polsce przestano karać stosunki homoseksualne w 1932 (Kodeks Makarewicza). Stosunek władz komunistycznych wobec kontaktów homoseksualnych był jednak negatywny, co wiązało się ze stalinowskim podejściem do tego zjawiska, ukształtowanym w latach 30. XX w. PRL-owscy i radzieccy naukowcy – kryminolodzy, psychiatrzy czy prawnicy – w większości uważali homoseksualizm za patologię społeczną, uzasadniając ten pogląd argumentami podobnymi do argumentów odwołujących się do praw naturalnych. Środowiska homoseksualne były pod stałą obserwacją MO i SB co najmniej od połowy lat 60., pierwsze zaś akta osobowe zaczęto zakładać w latach 70. Proceder ten został przerwany przez stan wojenny.

Jarosław Kaczyński nie ma rodziny, nie ma partnerki, nigdy nie widziano go z żadną kobietą. Jednocześnie jego portret psychologiczny może wykazywać, że posiada on cechy skrajne.

Na homoseksualistów polowano w szkołach, uczelniach, zakładach pracy, dworcach, melinach na terenie całej Polski pojawili się funkcjonariusze MO i zatrzymywali lub aresztowali osoby podejrzane o homoseksualizm lub kontakty ze środowiskiem osób homoseksualnych. Swojego rodzaju łapanki urządzano też w miejscach spotkań osób homoseksualnych. Aresztowanym zakładano teczki o nazwie „Karta homoseksualisty”, zdejmowano odciski palców, a niektórych nakłaniano do podpisywania oświadczeń.

Akta akcji Hiacynt stały się po upadku komunizmu cennym łupem dla wszelkiego rodzaju teczkowych szantażystów.

Czy Jarosław Kaczyński mógł być zatrzymany w ramach akcji Hiacynt? Czy istnieje jego teczka i jej kopie? Na te pytania dzisiaj nie znamy odpowiedzi. Wiele może powiedzieć proces, który rozpocznie się 6 września. Wytoczył go Janowi Pińskiemu, redaktorowi naczelnemu Wieści24.pl, Jarosław Kaczyński. Za co? Za publiczne mówienie o tej sprawie.

Mamy prawo pytać o orientację seksualną prezesa PiS, mamy prawo pytać o to, czy istnieją materiały, którymi może być szantażowany. W końcu od siedmiu lat rządzi Polską i czas, by jego prawdziwa historia ujrzała światło dzienne.

Poprzedni artykułKupujcie węgiel, bo PiS go nie załatwi!
Następny artykułJedna ławka wymyślona przez pisowskich idiotów kosztowała… 56 tysięcy!