W szeregach Prawa i Sprawiedliwości coraz powszechniejsze (i w dużej mierze słuszne!) jest przekonanie, że wybory przerznięto przez Mateusza Morawieckiego. Przez nieznośną chęć premiera, by mówić, mówić bez końca.
Tyle tylko, że Morawiecki mówi dalej. I teraz na przykład całkiem serio przekonuje, że wybory były „złotym wiekiem” dla Polski. Niemalże jak lata panowania ostatnich Jagiellonów.
– Trzeba pilnować dorobku ostatnich lat. Nie możemy pozwolić, by Polakom odebrano szansę, by stać się wreszcie poważnym państwem. Obawiam się, że liberalna elita chce znowu podzielić na lepszych i gorszych – a to droga do gospodarczej stagnacji – przekonuje Morawiecki.
Ciekawe, Morawiecki mówi dalej, chociaż nikt już go nie słucha. Nawet w szeregach Zjednoczonej Prawicy.










