W PiS przekonują, że Morawiecki dlatego dostał misję stworzenia rządu od Dudy, bo faktycznie Zjednoczona Prawica może mieć większość parlamentarną. Tymczasem zdaje się w to nie wierzyć sam Jarosław Kaczyński. I trzeba uczciwie przyznać, że ma tutaj całkowitą rację.
– To nie jest misja straceńcza – przekonuje co prawda Kaczyński w rozmowie z PAP. – Najwyżej może się skończyć tym, że nie uda się uzyskać wotum zaufania, co w demokracji nie jest niczym szczególnym. Ta misja będzie odwoływała się do faktów, do sytuacji w Unii Europejskiej. Będzie się odwoływała do realnych interesów formacji politycznych, które niekoniecznie muszą być zbieżne z interesami PO. Ostateczne decyzje co do oceny interesów podejmują szefowie tych formacji – dodaje.
– Nie chcę spekulować na ten temat. To zadanie, które jest realizowane w ciszy i powinno być realizowane w ciszy. Tylko pod tym warunkiem może być efektywne – mówi Kaczyński, zdradzając że nie wierzy w misje Morawieckiego.
Więc jeśli nie wierzy w nią nawet Kaczyński, to po co w ogóle ten cyrk? Żeby partyjny aparat PiS choć przez kilka tygodni mógł się nacieszyć gabinetami i limuzynami?











