Moment, w którym Mateusz Morawiecki zaprezentował Andrzejowi Dudzie ministrów w swoim nowym „rządzie”, z pewnością należeć będzie do tych, które prezydent będzie wspominał z łezką w oku. Bo to jeden z ostatnich momentów podczas jego prezydentury, kiedy mógł błyszczeć na tle partyjnych kolegów.
– Premier Mateusz Morawiecki zaprezentował panu prezydentowi Dudzie swój nowy garnitur ministrów szyty u mistrza Kaczyńskiego. Prezydent, jak na głowę państwa przystało, nie szafował swym podziwem pochopnie. Nie przesądzał, czy to, co widzi, to zasługa krojczego, czy manekina. Niemniej wyglądał na szczęśliwego – w końcu pan premier nosić będzie elegancki garnitur nie dla własnej próżności, lecz dla Polski – zakpił Leszek Miller na łamach „Super Expressu”.
– Nic dziwnego więc, że właśnie radość była dominującym uczuciem wypełniającym głowę państwa. Znowu mógł sobie nie tylko potrzymać długopis, ale i coś podpisać. No i przemówić, co kocha. […] Musimy panu Dudzie wierzyć na słowo, że to są fachowcy jeden w drugiego i jedna w drugą. Czy ktoś mu wierzy na słowo? – dodał były premier.
Faktycznie mamy ministrów z łapanki, premiera który już wie, że nie jest premierem i nieudolnego prezydenta który ten cały cyrk żyruje. Z tych nadętych ludzi, zebranych w Pałacu Prezydenckim i udających, że tworzą kolejny rząd, można już tylko żartować.











