Po przejęciu przez Ziobrę Ministerstwa Sprawiedliwości ludzie Suwerennej Polski szukali największych źródeł finansowania. Znaleźli między innymi Fundusz Sprawiedliwości. Natychmiast zaczęto zmieniać zasady przyznawania środków.
W Suwerennej Polsce powstała grupa, która zajmowała się przyznawaniem środków – zarządzał nią, co wynika z zeznań skruszonego dyrektora, bezpośrednio Ziobro a wspierali go Romanowski i Matecki. Pieniądze trafiały na przedsięwzięcia polityczne oraz do kolegów. Za te pieniądze żyli, pili i prowadzili hejt w internecie.
Kiedy sprawa się wydała, w Suwerennej Polsce zapadła panika. Próbowano nawet namówić wiernych prokuratorów (którzy też mogli czerpać jakieś korzyści) na to aby szkolili polityków Suwerennej Polski z tego co mówić. Nic nie pomogło, bowiem skruszony dyrektor zaczął ujawniać szczegóły.
Co ciekawe, profity czerpali nie tylko ludzie Suwerennej Polski. Fundusz Sprawiedliwości stał się swojego rodzaju kasą zapomogowo-motywacyjną dla polityków PiS, Suwerennej Polski oraz przystawek. Wszyscy byli umoczeni.











