Wydawać by się mogło, że perspektywa startu w wyborach prezydenckich jest kusząca dla każdego polityka. Taka przynajmniej jest teoria.
Jednak w PiS jest zupełnie inaczej. Kaczyński od dawna szuka chętnego, którego mógłby wystawić w przyszłorocznych wyborach.
– Chciałbym państwa zapewnić, że jesteśmy już w procesie poszukiwań. Są kandydaci, nie chcemy jeszcze o tym mówić głośno. Może to państwa zdziwić, ale mamy tych kandydatów nadmiar. Ale chcę powiedzieć, że są to kandydaci nasi – mówił dziś lider PiS.
Tyle że „chętnego” najwyraźniej brak. Nic zresztą dziwnego, nikt nie chce obciążać swojej kariery widowiskową porażką. A tym przecież dla PiS zakończą się wybory w 2025 r.










