Kaczyński gra na czas. A w PiS chcą jego głowy

Sytuacja w Małopolsce nie była tylko wynikiem ambicji grupki działaczy. Czy też ich „zdrady” jak przekonują partyjni bonzowie z Nowogrodzkiej. Sytuacja ma drugie dno. Znacznie ciekawsze niż frakcyjne walki PiS.

Reklamy


Chcesz czytać  więcej wewnętrznych informacji ze świata polityki i mediów? Prosimy o obserwowanie naszego profilu na Facebooku oraz na Twitterze. Proszę o lajkowanie i podawanie dalej naszych wpisów - w ten sposób możemy zrobić dla Ciebie więcej.


Otóż po raz pierwszy od wielu lat lokalni działacze wymusili ustępstwo ze strony Jarosława Kaczyńskiego. Prezes się co prawda jeszcze odgraża, ale cała Polska zobaczyła jego bezsilność.

– Kaczyński innego wyjścia niż ustępstwo nie miał. Poważniejsze narzędzia oddziaływania posiadał jeszcze pod koniec poprzedniej kadencji Sejmu, gdy polityczną prośbą lub groźbą mógł utrzymywać wątłą większość, a inne ma dziś jako szef partii opozycyjnej, która utraciła większość politycznych zasobów. Prezes PiS wykonał duży krok do tyłu, licząc na to, że kiedyś sytuacja pozwoli mu wykonać dwa kroki naprzód – zauważa politolog, prof. Rafał Chwedoruk.

Kaczyński bowiem już od dawna gra na czas. W ten sposób próbuje uniknąć wewnątrzpartyjnych rozliczeń. – Ekipa z Nowogrodzkiej żyje nadzieją na doczekanie lepszych czasów. Czyli na przykład powrotu Donalda Trumpa do Białego Domu, poważnych zawirowań ekonomicznych i politycznych w Europie. Liderzy PiS liczą także na jakieś kłopoty polskiej gospodarki, które uderzą w notowania koalicji rządzącej – dodaje naukowiec.

Tyle tylko, że wewnątrz partyjna opozycja jest coraz silniejsza. I coraz częściej słychać, że Kaczyński musi wreszcie odejść z polskiej polityki.