W szeregach Prawa i Sprawiedliwości nikt się nie łudzi, że w przyszłym roku partia będzie w stanie wygrać wybory prezydenckie. Zapewne z tego powodu wynikają problemy z wyłonieniem kandydata. Nikt nie chce bowiem stać się twarzą nieuniknionej klęski.
– Proste myślenie, które sprowadza się do 2015 roku i Andrzeja Dudy, tym razem nie wystarczy. Kandydat młody i wykształcony to może być za mało – mówił jeden z polityków PiS w rozmowie z Aleksandrą Sobczak z „Gazety Wyborczej”.
– Teraz będą mobilizować, mówić, że prezydent z PiS będzie hamulcowym. W 2015 roku ten straszak „anty-PiS” nie był tak znaczący, ale teraz, po ośmiu latach naszych rządów, wciąż jest dla nas groźny. Nie jest tak odległy, żeby ludzie zapomnieli, a dla wyborców KO nadal mobilizujący – mówił dalej człowiek z Nowogrodzkiej.
No cóż, wypada się z nim w pełni zgodzić.











