PiS, jak zawsze nie w formie, znalazł kolejny nieudolny sposób na atakowanie Donalda Tuska. Tym razem mamy do czynienia z prawdziwym pokazem retorycznej ekwilibrystyki. W rolę oskarżyciela wciela się mecenas Piotr Łukasz Andrzejewski, sędzia Trybunału Stanu, który w swojej wypowiedzi dla portalu wPolityce.pl stwierdził, że słowa Donalda Tuska zapowiadającego działania „nie do końca zgodne z literą prawa” są niczym innym jak nawiązaniem do… rewolucji bolszewickiej. Serio?
Tak, drodzy czytelnicy, oto mamy przykład, jak propaganda PiS-owska osiąga kolejne wyżyny absurdu. Tusk nie tylko rzekomo niszczy demokrację, ale teraz według Andrzejewskiego i jego medialnych popleczników naśladuje bolszewików! Już widzę te plakaty – Tusk z czerwoną gwiazdą na czole, szturmujący Pałac Zimowy. PiS zawsze miał kłopoty z historią ale to już szczyt wszystkiego.
Z wypowiedzi mec. Andrzejewskiego wynika, że oto po latach zamordyzmu PiS, teraz mamy do czynienia z „demokracją walczącą”. Pytanie tylko – walczącą z czym? Z jakimi widmami i demonami przeszłości walczy PiS? Czy naprawdę już nie mają żadnych argumentów, żeby podjąć merytoryczną debatę, więc muszą sięgać po bolszewickie rewolucje, by oczernić Tuska?
Tusk mówi o tym, że jego działania nie zawsze będą w zgodzie z literą prawa – nie brzmi to może idealnie, ale umówmy się, PiS ma w tej kwestii znacznie więcej „osiągnięć”. Zamiast jednak dyskutować o konkretach, polityczni adwokaci PiS-u wolą snuć narracje o rewolucji, bolszewikach i walczącej demokracji. Przypomina to czasy, gdy wystarczyło kogoś nazwać „wrogiem ludu”, by uzasadnić wszelkie środki represji. W końcu – jak mówi mecenas – „stanęliśmy w prawdzie”.
