Olga Semeniuk-Patkowska, była wiceszefowa resortu rozwoju, postanowiła zadać kłam powszechnemu przekonaniu, że polityk w trakcie kampanii musi się stresować, spieszyć i martwić o wynik wyborów. Okazuje się, że można było inaczej. Zamiast tracić nerwy, Semeniuk-Patkowska zorganizowała sobie swoisty „maraton delegacyjny”, który – przypadkiem lub nie – zbiegł się z intensywną kampanią wyborczą w jej okręgu, czyli Olsztynie i okolicach.
Ile trwała jej „praca w terenie”? 46 dni. Tak, dobrze czytacie – prawie półtora miesiąca, podczas których pani Olga zaszczycała Olsztyn swoją obecnością. Co ciekawe, jej najdłuższa delegacja trwała nieprzerwanie 24 dni – od 20 września aż do… dnia wyborów, 15 października. Czy to nie fascynujący zbieg okoliczności? Widocznie niektórym los sprzyja bardziej niż innym.
Jednak najciekawszym elementem tej opowieści jest to, że wszystkie te przygody opłaciliśmy my, podatnicy. Rachunek? 13 tysięcy 728 złotych. A to tylko za noclegi! Zastanawiać się można, czy w międzyczasie było to jedyne „delegacyjne” wydatki – może jeszcze lokalne przysmaki i koszty transportu, bo przecież nie byle jaką dietę trzeba mieć w trakcie wyborczych bojów.
Polityczne tournée Semeniuk-Patkowskiej przypomina nieco reality show – niby człowiek pracuje, ale w rzeczywistości cieszy się z okazji do długiego pobytu w swoim okręgu, a w dodatku wszystko na koszt nas, podatników. Czy wyborcy z Olsztyna poczuli się z tego powodu szczególnie docenieni? Być może tak. Jednak ci, którzy fundowali ten wyjazd, mogą mieć odrobinę więcej wątpliwości.
Zamiast skoncentrować się na pracy w resorcie, pani wiceminister postanowiła „rozwinąć” swoją obecność tam, gdzie wyborcze słupki rosną najlepiej – w okręgu wyborczym.
Patologia pełną gębą.











