Wydawać by się mogło, że anarchia i dyktatura to dwa przeciwległe polityczne bieguny. Które nijak nie mogą się połączyć, są bowiem swoim całkowitym zaprzeczeniem.
Tymczasem Jarosław Kaczyński dokonał dzisiaj niemożliwego. I w jego przekonaniu żyjemy w „dyktaturo-anarchii”.
– Państwowa Komisja Wyborcza, dokładnie jej przedstawiciel, czyli pan (Ryszard) Kalisz, stwierdził, że się nie będą liczyli z wyrokami sądów – odpowiedział prezes PiS. – My żyjemy w tej chwili w stanie kompletnej anarchii, takiej dyktaturo-anarchii – opowiadał dziś lider PiS.
No cóż, najwyraźniej możliwość utraty dotacji (w grę wchodzi 75 mln zł!) spowodowała, że można powiedzieć już wszystko. Nawet to, że żyjemy w „dyktaturo-anarchii”. Chociaż to pojęcie, ukute przez Kaczyńskiego, nie ma najmniejszego sensu.
