Karol Nawrocki to postać, która zdaje się być krzykiem rozpaczy Kaczyńskiego. Jego nominacja wywołała lawinę krytyki, a pierwsze kroki na politycznej scenie nie wróżą sukcesu. Nawrocki to tylko kolejny „kandydat z tektury” w rękach Jarosława Kaczyńskiego, bowiem w ścisłym kierownictwie PiS dojrzewa plan podmiany kandydata, gdy ten się „zużyje”.
Kariera Nawrockiego to przede wszystkim stanowisko szefa Instytutu Pamięci Narodowej (IPN), co niewiele mówi o jego politycznych umiejętnościach. W świecie, gdzie każde słowo może stać się politycznym orężem, Nawrocki wydaje się być bezradny jak dziecko we mgle.
Debiut Nawrockiego jako kandydata na prezydenta bardziej przypominał kazanie prowincjonalnego proboszcza niż wystąpienie kogoś, kto ma ambicje reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej. Czytanie z notatek, brak charyzmy i nijakość – oto wizytówka człowieka, który ma stanąć na czele państwa. Nawet sympatycy PiS mieli problem z odnalezieniem w jego przemówieniu jakiegokolwiek impulsu do działania.
W PiS istnieje jednak pewien plan, gdy Nawrocki się „zużyje” a dokładnie gdy wyjdzie na jaw jego działalność przed IPN oraz to co akceptował będąc szefem IPN i opinia publiczna będzie oburzona, to PiS wyciągnie z kapelusza Stanowskiego albo innego kandydata.
Za 2 tygodnie będzie można powiedzieć czy Karol Nawrocki będzie poważnym kandydatem PiS. Jeżeli nie będzie postępów, to go wymienią przed rejestracją. Przypominam, że start gen. Rajmunda Andrzejczaka i @K_Stanowski to też jest plan PiS.
— Jan Piński (@Jan_Pinski) November 24, 2024
