Profesor Andrzej Nowak, skądinąd znakomity historyk, doskonale wyraża emocje, jakie targają „przeciętnym” zwolennikiem PiS. Otóż zwolennicy Kaczyńskiego boją się… dyktatury. Którą ma wprowadzić Donald Tusk.
– Kiedy Platforma Obywatelska oraz jej koalicjanci przejęli władzę w wyniku ubiegłorocznych wyborów, jeżeli otrzymałaby jeszcze prezydenturę, to niszcząc całkowicie wymiar sądownictwa w Polsce i przejmując go metodami gangsterskimi, jak robi to obecny minister sprawiedliwości, to władza ta dysponowałaby pierwszą, drugą, trzecią oraz czwartą władzą w postaci mediów i wreszcie tą piątą w postaci wpływów w Unii Europejskiej. Jeśli dodamy do tego zdecydowaną przewagę w samorządach, o której mówiłem, to razem łącząc te wszystkie rzeczy, obóz rządzący otrzymałby instrumenty do likwidacji ostatnich elementów pluralizmu w Polsce – przekonuje Nowak.
– Jasno mówi o tym pan premier Donald Tusk, stwierdzając, że przeszkadza mu fakt, że prezesem NBP jest ktoś niezależny od rządu, choć właśnie prezes NBP jest i powinien być niezależny. Zdaniem obecnej władzy również inna niezależna instytucja, jaką jest IPN, powinna być rozwiązana albo przejęta przez osoby posłuszne nowej władzy. To pokazuje intencje, to jest zagrożenie polityczne. Dysponując tak olbrzymią przewagą medialną oraz wszystkimi elementami władzy, obóz rządzący mógłby wzmocnić tendencję najgorszą dla demokracji – dodaje.
Zabawne, że „likwidacja pluralizmu” ma nastąpić teraz. A nie było dla niej zagrożeń, gdy samowładnie Polską rządził Jarosław Kaczyński i jego kamaryla. Nam się wydaje, że profesor Nowak nader wybiórczo podchodzi do faktów.
