Bartosz Lewandowski, prawnik związany z Ordo Iuris, po raz kolejny udowodnił, że prawne manewry rodem z mediów społecznościowych niekoniecznie przekładają się na sukcesy w sądach. Jego ostatni wyczyn – kuriozalny wniosek o wyłączenie sędzi z procesu – wywołał falę drwin wśród prawników i komentatorów. Uzasadnienie wniosku? „Publiczna krytyka” orzeczenia sędzi przez Marcina Romanowskiego, klienta Lewandowskiego. Według mecenasa, mogło to „rzutować na odbiór osoby” Romanowskiego. Absurd goni absurd!
Logika Lewandowskiego zdaje się być bardzo pokręcona: jeśli klient skrytykuje sędziego, to sędzia może być „obrażona” i powinna ustąpić. W ten sposób adwokat otworzył zupełnie nowy rozdział w taktykach sądowych – obrażaj, a potem wnoś o wyłączenie.
– To przecież ekstremalnie głupie. Gdyby każdy krytyczny komentarz klienta wobec sędziego prowadził do jego wyłączenia, nikt w Polsce nie mógłby prowadzić żadnej sprawy – skomentował sprawę jeden z internautów.
Lewandowski, znany z licznych kontrowersyjnych wypowiedzi i działań, najwyraźniej zapomniał, że sąd to nie arena do medialnych popisów, ale miejsce, gdzie liczą się argumenty i prawo.
