Andrzej Duda z burzeniem przyjął zdroworozsądkową decyzję Państwowej Komisji Wyborczej. Sędziowie uznali bowiem, że sprawę subwencji dla Prawa i Sprawiedliwości należy odłożyć do „czasu systemowego rozwiązania sprawy tzw. neo-sędziów, tworzących Izbę Kontroli Nadzwyczajnej”.
Taki werdykt to kamień obrazy dla Andrzeja Dudy. – Ogólnie mogę powiedzieć jedno. Jeżeli ktoś kwestionuje jedną z izb Sądu Najwyższego, jeżeli używa określenia neo-sędziowie, to tym samym kwestionuje prezydencką prerogatywę powoływania sędziów, trwałość i stabilność tej prerogatywy. W związku z powyższym – co jest chyba oczywiste i co wielokrotnie mówiłem – absolutnie nigdy się z tym nie zgodzę i zawsze będę bronił sędziów, którzy otrzymali powołania i złożyli ślubowania przed prezydentem RP – stwierdził prezydent.
– Słowa wypowiadane m.in. przez pana Strzembosza na początku lat 90., że środowisko sędziowskie oczyści się samo, okazały się wierutną bzdurą. To środowisko nigdy się samo nie oczyściło, wymagało i wymaga oczyszczenia i temu właśnie służyły reformy prowadzone przez ostatnie lata. Ta hydra postkomunistyczna, która cały czas broni i podkarmia te pozostałości komunistycznych łże-elit w Polsce cały czas ich broni i dziś dała głos w PKW – ocenił Andrzej Duda.
Choć pod tymi wszystkimi wzniosłymi słowami kryje się prosta prawda: partyjni koledzy nie dostaną pieniędzy. I o to nie jest ten cały krzyk.











