Jarosław Kaczyński nie ma złudzeń co do tego, że ucieczka posła PiS, Marcina Romanowskiego na Węgry, oznacza kłopoty dla Prawa i Sprawiedliwości. Bo widać, że szukany listem gończym polityk może liczyć na pomoc.
– Romanowski sam nie wyjechał, sam o azyl się nie ubiegał, nie zorganizował sobie nowego życia samodzielnie i zdjęcia sobie sam nie zrobił w szpitalu i nie opublikował w zaprzyjaźnionych mediach. Wspólnicy, nawet jeśli prawnie nie odpowiedzą, bo w czasie pomocy nie było wniosku o areszt, jednak pomagali oszukać wymiar sprawiedliwości. Ktoś teraz będzie pomagał Romanowskiemu utrzymać się na Węgrzech – zauważył Jacek Nizinkiewicz na łamach „Rzeczpospolitej”.
Tyle że ucieczka mogła być dla partii o wiele lepszym rozwiązaniem, niż Romanowski stojący przed sądem. Bo były minister mógłby opowiedzieć o wielu rzeczach.
– Bo sprawa Funduszu Sprawiedliwości i 100 mln zł wykorzystania niezgodnie z prawem może obciążyć nie tylko Romanowskiego, ale również jego ówczesnych przełożonych: ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę i premiera Mateusza Morawieckiego. Ochrona Romanowskiego jest zatem w interesie PiS. Ale partia na tym nie zyska – dodaje dziennikarz.
I o to w tym wszystkim chodzi.
Źródło: Rzeczpospolita











