Mariusz Błaszczak wpadł na nietypowy pomysł, jak bronić się przed zarzutami prokuratury. Dotyczącymi sprawy bardzo poważnej, bo ujawnienia polskich planów obronnych.
– […] kiedy wszedłem do tego pomieszczenia, moją uwagę zwróciły plakaty, takie czerwone plakaty. Okazuje się, że na każdym piętrze wisiał plakat-protest. Kiedy podszedłem bliżej, zobaczyłem, że tam jest napisane protest, ale w roku którym? 2019. Czyli teraz wywiesili te plakaty, jak rozumiem – opowiadał na łamach partyjnego portalu wPolityce.pl.
– Natomiast w samym gabinecie prokuratora, który mnie przesłuchiwał, wisiały kalendarze „Lex Superomnii”. To jest takie stowarzyszenie prokuratorów, które atakowało rząd Prawa i Sprawiedliwości, więc w związku z tym wytoczyliśmy wniosek, żeby wyłączyć prokuratora oskarżającego z tej sprawy, gdyż ja sam zasiadałem w rządzie Prawa i Sprawiedliwości, a ten prokurator wówczas określał siebie jako prześladowanego przez rząd Prawa i Sprawiedliwości, natomiast przełożony oczywiście nie zgodził się – ciągnął dalej Błaszczak.
Jeśli tak ma wyglądać linia obrony Błaszczaka, to sukcesu nie wróżymy.










