Giertych nie owija w bawełnę. Wskazuje jasno: prokuratura wymaga oczyszczenia. Nie chodzi o kosmetykę, lecz o głęboką, systemową zmianę. O „podziękowanie” tym wszystkim prokuratorom, którzy przez ostatnie lata wykazywali się wyjątkową pasywnością — nie z powodu braku dowodów, ale z powodu strachu. Strachu przed rozliczeniem władzy, która łamała konstytucję, rujnowała niezależność sądów i podporządkowywała instytucje państwowe partyjnym interesom.
Czy to realne? Czy da się w demokratycznym państwie prawa usunąć ludzi, którzy przez lata pełnili funkcje kierownicze w kluczowych instytucjach? Cóż — jeśli te osoby nie wykonywały swoich obowiązków zgodnie z prawem, jeśli kryły przestępstwa polityków, jeśli zamykały oczy na afery i wykorzystywały instytucje do politycznej zemsty — to nie tylko można, ale trzeba. Rozmowa z Giertychem powinna być dzwonkiem alarmowym dla wszystkich, którzy uwierzyli, że po zmianie rządu „jakoś to będzie”. Nie będzie. Polska wciąż jest w stanie głębokiego kryzysu praworządności. Zmiana premiera nie oznacza zmiany systemu. Ludzie Ziobry, ludzie Kaczyńskiego nadal są w strukturach państwa. Nadal blokują, spowalniają, wyciszają. Nadal pełnią funkcje, do których nie mają moralnego ani prawnego mandatu.
Wybory prezydenckie to nie jest tylko wybór między sympatycznymi twarzami i pustymi sloganami. To walka o fundamenty państwa. Pod uśmiechniętymi maskami kandydatów toczy się bezlitosna bitwa o przyszłość. O uczciwość. O prawdę. O to, czy Polska odzyska twarz. Bo dziś nie tylko prokuratura wymaga przewietrzenia. Wciąż na stanowiskach są ludzie, którzy przez lata służyli autorytarnym zapędom władzy — w służbach, w ministerstwach, w kluczowych agencjach. A ci, którzy ryzykowali swoją karierę, by mówić prawdę, nadal są spychani na margines. Nadal pracują pod butem tych, których dawno nie powinno już być.
Dlatego nie lekceważcie słów Giertycha. To nie polityczne fajerwerki. To preludium do największego starcia o polską demokrację od czasów transformacji. Jeśli po wyborach nie będzie odwagi do realnych, głębokich zmian — to cały wysiłek ostatnich lat pójdzie na marne. A Polska znów stanie się krajem, w którym bezprawie ma się świetnie. I śmieje się obywatelom w twarz.
