Czy ktoś tego chce czy nie, Sławomir Mentzen postanowił zrobić to, czego przez lata bali się podjąć wszyscy prawicowi „sojusznicy” Jarosława Kaczyńskiego – zatopić go politycznie. I nie robi tego młotem, ale skalpelem. Powoli, metodycznie, z chłodną kalkulacją. Najpierw medialna egzekucja Karola Nawrockiego, potem uprzejma, lecz celna rozmowa z Rafałem Trzaskowskim. Wszystko wskazuje na to, że Mentzen gra już nie tylko na siebie i Konfederację – gra o przejęcie całej prawicy w Polsce.
Kaczyński, pogrążony w paranoicznej retoryce rodem z lat 90., wydaje się nie rozumieć, że jego czas minął. A Mentzen? Mentzen rozumie to aż za dobrze. Widzi zmęczenie elektoratu PiS-u, widzi kompromitację kandydatów takich jak Nawrocki – człowieka, którego nie sposób dziś opisać bez użycia słów takich jak „bandyta”, „oszust” czy „ćpun”. Bo właśnie tak postrzegają go coraz liczniejsi wyborcy – nawet ci, którzy jeszcze niedawno machali biało-czerwonymi flagami na miesięcznicach smoleńskich.
Karol Nawrocki miał być twarzą „nowego PiS-u” – a okazał się jego ostateczną kompromitacją. Uzależniony od bliżej nieokreślonych substancji psychoaktywnych, miotający się po studiach telewizyjnych, niezdolny do prowadzenia sensownej debaty, rozkładający się w oczach widzów. Mentzen z zimną krwią go wyeksponował, zadając pytania, których bali się wszyscy inni. I wtedy stało się jasne: to nie była debata. To był akt politycznego rozbioru.
A potem? Potem przyszła rozmowa z Trzaskowskim. Dwóch ludzi z przeciwnych biegunów, ale jednocześnie dwóch graczy, którzy wiedzą, że przyszłość polskiej sceny politycznej wymaga nowych konfiguracji. Mentzen nie musi dziś przekonywać do swojej siły. Wystarczy, że pokazuje słabość konkurencji – a PiS, pozbawiony charyzmy, idei i lidera z prawdziwego zdarzenia, kruszy się jak stare fundamenty pod nowoczesnym wieżowcem.
Czy Konfederacja wyjdzie z tego ruchu silniejsza? Tak. Czy Mentzen zostanie liderem nowej prawicy? Wiele na to wskazuje. Bo PiS już się zużył – zarówno jako projekt ideowy, jak i maszynka wyborcza. A Mentzen, choć budzi kontrowersje, rozumie politykę XXI wieku: jej tempo, jej formę i jej brutalność.
Kaczyński tonie. A Mentzen? On tylko trzyma głowę prezesa pod wodą i sprawdza zegarek.










