W Polsce problemem nie jest już tylko PiS. To partia, która zbudowała swój aparat władzy na strachu, kłamstwie i kontroli instytucji państwowych. Prawdziwą zarazą naszej demokracji stali się jednak ci, którzy mieli patrzeć władzy na ręce, a zamiast tego włożyli je po łokcie w jej kieszenie – mediaworkerzy PiS-u.
Dziennikarze? Nie. To już nawet nie są funkcjonariusze – to cyniczni operatorzy medialnego chaosu, którzy za trzy grosze i dostęp do polityków władzy sprzedali swój kręgosłup moralny jak złom. Zamiast ujawniać prawdę, mataczą. Zamiast pytać, powielają przekaz dnia. Zamiast tropić patologie, udają, że ich nie ma.
Roman Giertych trafnie podsumował ten żałosny teatr:
„Naszym problemem nie jest PiS, ale mediaworkerzy, którzy z głupoty, przekupstwa albo z cynizmu, powielają bezczelne i głupie narracje PiS. Jak można twierdzić, że zażywanie czegoś podczas debaty prezydenckiej było jakąś pułapką? To jest spin niewiarygodnie głupi.”
Ten „spin” – jak to się dziś elegancko mówi – to nic innego jak dymna zasłona dla publicznego upadku kandydata PiS. Karol Nawrocki był na dopalaczu? Być może. Ale zamiast pytać, dociekać, analizować – medialni pachołkowie zabrali się za kreowanie narracji o „pułapce”.
Nie, to nie była pułapka. To była scena z rozkładu. Wrak człowieka poddanego presji, który sięgnął po coś, czego nie powinien. I każdy, kto miałby jeszcze resztki sumienia dziennikarskiego, wiedziałby, że to temat do wyjaśnienia, nie do pudrowania.
Ale jak widać, wielu dziennikarzy woli być częścią systemu niż jego kontrolą. Wolą powtarzać, że „opozycja przesadza”, że „nie mamy dowodów”, że „w sumie to nic się nie stało”. Bo tak im powiedziano. Bo może coś obiecano. Albo po prostu nie mają już żadnej odwagi.
Ten upadek mediów w Polsce to nie tylko problem etyczny. To problem ustrojowy. Jeśli dziennikarstwo zamienia się w PR dla władzy, to społeczeństwo przestaje być informowane – zaczyna być manipulowane.
Dlatego warto dziś głośno powiedzieć: nie wszyscy dziennikarze są warci tego miana. Czas oddzielić media od mediaworkerów. Ci drudzy nie informują – oni wykonują zlecenia. A to już nie dziennikarstwo. To kolaboracja.
I tak jak rozliczymy PiS za ich grzechy wobec państwa, tak samo trzeba będzie rozliczyć tych, którzy umożliwiali im to medialne alibi. Bo demokracja bez wolnych mediów nie istnieje. A Polska bez nich – już ledwo zipie.










