W sieci zawrzało po tym, jak Jacek Harłukowicz, doświadczony dziennikarz śledczy portalu Onet, ujawnił skalę brutalnych i osobistych ataków, jakich doświadcza od środowisk określanych jako „suwartowskie” – związanych z prorządowymi mediami, politykami oraz internetowymi nagonkami.
„Grzebali w niemal śmiertelnym wypadku mojej partnerki, chodzili za synem, grzebali w aktach paszportowych mojej mamy emerytki i sprawdzali, gdzie zarabia. A dziś brandzluje się taki jeden z drugim, że są wśród najbardziej hejtowanych dziennikarzy. Choć koło dziennikarza to może stali kiedyś w kolejce w sklepie…” – napisał Harłukowicz w poruszającym wpisie, który odbił się szerokim echem w środowisku medialnym i społecznym.
To nie jest już tylko próba zdyskredytowania. To systemowy, wielotorowy atak na życie prywatne dziennikarza, który od lat tropi afery, nieprawidłowości i sieci powiązań ludzi władzy. Harłukowicz był autorem m.in. materiałów o PiS-owskiej aferze wizowej, nepotyzmie w spółkach Skarbu Państwa czy patologiach w służbach specjalnych. Dla niektórych zbyt dociekliwy, dla innych – jeden z ostatnich głosów niezależnego dziennikarstwa śledczego. Tymczasem „suwartowscy” nie przebierają w środkach. Prześladowanie rodziny, w tym dziecka i starszej matki, to nie tylko przekroczenie granic etyki. To brutalna napaść na prywatność i godność. Naciski, nagonki, szczucie – to narzędzia znane z autorytarnych reżimów, nie demokratycznych państw.
Kiedy osoby związane z mediami prorządowymi publicznie obnoszą się z etykietą „hejtowanych dziennikarzy”, robią to w akcie pozornej obrony przed krytyką, którą sami wywołują. Tymczasem to oni najczęściej zajmują się szczuciem na innych, tropieniem przeciwników politycznych i systematycznym niszczeniem ich reputacji. Nazwać ich dziennikarzami – to jak nazwać hienę weterynarzem. To, co spotkało Harłukowicza, nie jest wyjątkiem. To część większego zjawiska: systemowego wyciszania niewygodnych głosów poprzez zastraszanie i kompromitację. Dziś celem jest on – jutro może być każdy, kto ośmieli się zadawać trudne pytania.
Pytanie brzmi: ile jeszcze musi się wydarzyć, by środowisko dziennikarskie, ale i cała opinia publiczna, powiedziały głośno: dość. Dość nagonkom. Dość obrzydliwej pogoni za klikami i zleceniami politycznymi. Dość zastraszania rodzin, dzieci, seniorów.
Dziennikarstwo nie polega na linczu. A ci, którzy z linczu uczynili zawód – powinni raz na zawsze stracić prawo do nazywania się dziennikarzami.
Suwarty brały pieniądze ukradzione ofiarom przestępstw – to obrzydliwe i niemoralne. I za tą kasę realizują polityczne zlecenia.
Grzebali w niemal śmiertelnym wypadku mojej partnerki, chodzili za synem, grzebali w aktach paszportowych mojej mamy emerytki i sprawdzali, gdzie zarabia. A dziś brandzluje się taki jeden z drugim, że są wśród najbardziej hejtowanych dziennikarzy. Choć koło dziennikarza to może…
— Jacek Harłukowicz 🏴☠️ (@JHarlukowicz) July 7, 2025










