Czy można wściekać się na sukcesy własnego kraju? Będąc u Kaczyńskiego niestety — to polityka PiS. Bo co tak naprawdę doprowadza dziś tę partię do furii? Nie upadek, nie porażka, nie marginalizacja Polski. Przeciwnie — to, że Polska zaczyna odnosić sukcesy bez nich. A to dla pisowca jak sól sypana na ranę dumy.
Dziś gotują się ze złości, bo Polska wywalczyła najwięcej pieniędzy z unijnego budżetu spośród wszystkich państw członkowskich. A miało być tak pięknie – miało nie być nic. Mieli mówić, że Tusk nic nie załatwi, że Bruksela nas ograbi, że Niemcy rozplanują nasz budżet. Tymczasem miliony euro płyną do Polski, a Kaczyński z ekipą może tylko zgrzytać zębami. Bo jeśli Polska coś wygrywa, a to nie ich zasługa – to dla nich katastrofa narodowa.
Wczoraj wpadli w furię z innego powodu – polski astronauta poleciał w kosmos. Pierwszy raz od dekad biało-czerwona flaga unosi się nad Ziemią. Europa patrzy z podziwem, młodzi się inspirują, nauka dostaje skrzydeł. Ale dla PiS to nie powód do dumy, tylko kolejna okazja do marudzenia. Że za drogo. Że po co. Że Unia. Że to Tusk się lansuje. Gdyby mogli, ściągnęliby Polaka z orbity, byle tylko nie przyznawać się do sukcesu.
A przedwczoraj? Wkurzyła ich Iga Świątek. Bo śmie wygrywać. Bo gra w koszulce z orzełkiem. Bo nie pyta Kaczyńskiego o zgodę, zanim po raz kolejny rozgromi światowy tenis. Bo jest kobietą, młodą, utalentowaną i myśli samodzielnie – czyli wszystkim tym, czym pogardza pisowska doktryna.
Podobnie było wcześniej. Nobel dla Olgi Tokarczuk? Zamiast radości – obrzydliwe ataki. Oscar dla „Idy” czy „Zimnej Wojny”? PiS odwracał wzrok. Bo sukces Polski, który nie jest z ich błogosławieństwem, to dla nich zagrożenie. Jakby każde polskie zwycięstwo poza ich kontrolą burzyło ich narrację: że tylko oni wiedzą, jak kochać ojczyznę.
To nie są incydenty. To mechanizm partyjnego zła: zatruwanie polskiej radości. Dzielnie. Odbieranie dumy. Umniejszanie wielkości. Plucie na medal, jeśli nie przypięli go sami. Prawdziwy patriota cieszy się z sukcesów kraju. Pisowiec? Pyta najpierw, kto ten sukces odniósł – jeśli nie „swój”, to zaczyna kampanię nienawiści. To właśnie jest miara ich upadku. Nie obchodzi ich Polska. Obchodzi ich tylko władza. Nawet kosztem kosmosu, kortu, Nagrody Nobla czy miliardów z Brukseli. Zawsze gotowi zatruć radość z polskich zwycięstw. Jak truciciel święta narodowego. Jak głos w telefonie, który zamiast „gratulacje” mówi „no ale…”.
Zło. Zwyczajne, parszywe zło. I nic więcej. W najczystszej postaci. I grzech. Śmiertelny. Niewybaczalny.
Co dzisiaj złości pisowców? To, że Polska wywalczyła w Brukseli najwięcej pieniędzy ze wszystkich państw Unii. Co ich wpieniło wczoraj? Polski astronauta. Przedwczoraj? Tryumf Igi. To samo było z polskimi Noblami i Oscarami. Zawsze gotowi zatruć radość z polskich zwycięstw. Zło.
— Donald Tusk (@donaldtusk) July 17, 2025










