Prezydent Andrzej Duda po raz kolejny udowodnił, że dla niego liczą się nie wartości, lecz lojalność wobec partyjnych interesów. Najnowszym przykładem tej żenującej polityki jest przyznanie podstarzałej Magdalenie Ogórek – jednej z najbardziej kontrowersyjnych postaci polskich mediów – Złotego Krzyża Zasługi. Odznaczenie, które w zamyśle powinno trafiać do osób o nieposzlakowanej opinii, zaangażowanych w działalność społeczną i służących dobru publicznemu, trafiło w ręce osoby znanej przede wszystkim z mowy nienawiści, pogardy i uprawiania propagandy na antenie TVP w czasach PiS.
Decyzja prezydenta wywołała oburzenie w sieci i wśród środowisk, które przez lata były celem ostrych i obraźliwych ataków Ogórek. Jej „wkład” w życie publiczne to pasmo skandalicznych wypowiedzi, ataków personalnych i dezinformacji, które w czasie rządów PiS stały się codziennością na antenie państwowej telewizji. To właśnie Ogórek współtworzyła medialną machinę nienawiści wymierzoną w przeciwników politycznych partii rządzącej, nie cofając się przed insynuacjami, manipulacją i upokarzaniem ludzi na wizji.
Jakie „zasługi” dostrzegł w niej Andrzej Duda? Według oficjalnego komunikatu – za „wkład w zachowanie polskiego dziedzictwa”. Brzmi to jak ponury żart. Dziedzictwo, które reprezentuje Ogórek, to dziedzictwo pogardy wobec inaczej myślących i bezrefleksyjnego powielania partyjnej linii PiS. To również osoba, która jeszcze niedawno sama aspirowała do najwyższych urzędów w państwie, by później stać się medialnym orężem w rękach władzy, odgrywając rolę „twarzy” propagandy i przykrywając skandale rządu.
Złoty Krzyż Zasługi w takim kontekście traci swoje znaczenie. Odznaczenie, które powinno być symbolem szacunku dla prawdziwego zaangażowania społecznego, staje się dziś pustym gestem, nagrodą dla osób, które służyły jednej opcji politycznej. To sygnał wysyłany do społeczeństwa: nienawiść, podziały i lojalność wobec władzy opłacają się bardziej niż praca na rzecz dobra wspólnego.
Ten ruch Andrzeja Dudy to nie tylko kolejny policzek dla obywateli, którzy oczekują przywrócenia elementarnej przyzwoitości w życiu publicznym. To również kompromitacja samego urzędu prezydenta.










