Jeśli Biuro Bezpieczeństwa Narodowego ma dziś jakiś problem, nie jest nim wyłącznie obieg informacji. Jest nim także język, w jakim jego szef próbuje ten problem zagadać. Reakcja prof. Sławomira Cenckiewicza na publikacje Onetu – gwałtowna, emocjonalna i pełna oskarżeń o kłamstwo – mówi bowiem o stanie instytucji więcej niż same przecieki.
Onet opisał sytuację, w której prezydent Karol Nawrocki miał dowiedzieć się z mediów o planach przekazania Ukrainie samolotów MiG-29. Informacjom tym zaprzeczał szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz, a sam Pałac Prezydencki znalazł się w niezręcznej pozycji. Źródła portalu wskazywały na „kryzys informacyjny” w BBN, a konkretnie na fakt, że wiedzę w sprawie miał zastępca szefa biura, gen. Mirosław Bryś, który – według relacji – nie mógł jej przekazać przełożonemu, bo ten nie posiada dostępu do informacji niejawnych.
To poważny zarzut, bo dotyczy samego centrum państwowego systemu bezpieczeństwa. I zamiast spokojnego, rzeczowego wyjaśnienia, otrzymaliśmy emocjonalną tyradę. „Stąd też gen. Bryś jako człowiek bez dostępu do Pana Prezydenta był z nim na Łotwie, lecąc z nim i rozmawiając… Nie kłamcie!” – napisał prof. Cenckiewicz.
„Nie kłamcie!” to nie argument. To okrzyk. I to okrzyk, który w ustach urzędnika odpowiedzialnego za bezpieczeństwo państwa brzmi co najmniej niestosownie. Szef BBN nie jest komentatorem internetowym ani publicystą na wiecu. Jest urzędnikiem państwowym, od którego oczekuje się precyzji, opanowania i odpowiedzialności za słowo.
Tymczasem reakcja Cenckiewicza zdaje się potwierdzać to, co próbował zanegować: chaos komunikacyjny. Jeśli gen. Bryś „nie ma dostępu do prezydenta”, a jednocześnie „leci z nim i rozmawia”, to nie jest dowód na sprawne funkcjonowanie instytucji, lecz na bałagan pojęciowy. I zamiast wyjaśnić, kto, kiedy i na jakiej podstawie przekazuje informacje głowie państwa, szef BBN postanowił uderzyć w media.
Onet cytował urzędnika z Pałacu Prezydenckiego: „Nie dotarły one też do głowy państwa, bo z ramienia BBN z Nawrockim rozmawia tylko Cenckiewicz”. Dodano również, że w Pałacu trwa „wojna podjazdowa” między urzędnikami. To obraz instytucji sparaliżowanej wewnętrznymi konfliktami, a nie zwartego centrum decyzyjnego.
W tej sytuacji kluczowe pytanie brzmi nie: czy Onet „kłamie”, lecz: dlaczego prezydent dowiaduje się o potencjalnie strategicznych decyzjach z mediów? I dlaczego szef BBN odpowiada na to pytanie emocją zamiast faktami?
Sławomir Cenckiewicz od lat funkcjonuje w przestrzeni publicznej jako postać konfliktowa. Historyk, publicysta, ideologiczny wojownik – w każdej z tych ról czuł się swobodnie. Problem polega na tym, że kierowanie Biurem Bezpieczeństwa Narodowego wymaga innego zestawu kompetencji niż prowadzenie sporów publicystycznych. Tu nie chodzi o to, kto kogo „przyłapie na kłamstwie”, lecz o to, czy państwo działa sprawnie.
Gdy prezydent Karol Nawrocki przyznaje, że „nie miał takiej informacji” i „potwierdzał to jeszcze w BBN”, trudno uciec od wniosku, że coś zawiodło. A gdy odpowiedzią na to jest personalny atak na dziennikarzy, wizerunek instytucji nie tylko się nie poprawia – on się pogarsza.
Najbardziej niepokojące jest jednak to, że Cenckiewicz zdaje się nie rozumieć, iż jego styl komunikacji podkopuje wiarygodność urzędu, którym kieruje. BBN nie może być polem ideologicznych popisów ani areną emocjonalnych ripost. To instytucja, która ma zapewniać prezydentowi rzetelną wiedzę i spokój decyzyjny.
Jeśli zamiast tego dostarcza nerwowość, chaos i okrzyki „nie kłamcie!”, problem nie leży w mediach. Leży w samym centrum państwa.
