Gdy polityk trafia do klatki freakfightowej, trudno udawać, że to tylko jego prywatna sprawa. Zwłaszcza gdy mówimy o byłym pośle Prawa i Sprawiedliwości, partii, która przez lata budowała swoją tożsamość na haśle „poważnego państwa”, moralnej wyższości i pogardzie dla „kultury celebryckiej”. Przemysław Czarnecki – bo o nim mowa – ogłosił właśnie, że wystąpi na gali FAME MMA 29. Organizatorzy reklamują to hasłem: „Z Sejmu do oktagonu!”. I w tej jednej frazie zawiera się cała prawda o degrengoladzie pewnego stylu uprawiania polityki.
Czarnecki nie jest postacią anonimową. Był posłem PiS, funkcjonował w partyjnym obiegu jako lojalny żołnierz formacji, która deklarowała przywiązanie do tradycyjnych wartości i powagi instytucji państwa. Dziś wraca do przestrzeni publicznej nie przez debatę, ekspertyzę czy aktywność społeczną, lecz przez ring, reflektory i obietnicę „wyjaśnienia konfliktu” w oktagonie. Organizatorzy FAME MMA nie kryją ironii: „Polityk, były partner Marianny Schreiber, ma bogaty życiorys! Teraz czas na wyjaśnienie konfliktu…”.
Trudno o bardziej brutalne podsumowanie politycznej drogi, jaką PiS proponował swoim kadrom. Zamiast długofalowego myślenia o odpowiedzialności za słowo i urząd – szybka rozpoznawalność, konflikt, emocja. Freakfight jest tu tylko logiczną konsekwencją. Polityk, który przez lata funkcjonował w świecie medialnych awantur, przenosi się do formatu, gdzie awantura jest podstawowym produktem.
Wątek obyczajowy – choć głośny i chętnie podchwytywany przez tabloidy – warto potraktować jedynie jako tło. Relacje Przemysława Czarneckiego z Marianną Schreiber oraz późniejsze publiczne oskarżenia celebrytki o nadużywanie alkoholu i przemoc nie są sednem problemu politycznego. Istotniejsze jest to, że PiS przez lata nie widziało problemu w promowaniu ludzi, którzy funkcjonują w logice permanentnego konfliktu i medialnego skandalu. Dopóki byli „nasi”, dopóty ich styl nie przeszkadzał.
Dziś Czarnecki występuje już nie jako poseł, lecz jako „kontent” – element widowiska, które ma przyciągnąć widzów i kliknięcia. Paradoks polega na tym, że to właśnie PiS przez lata oskarżało liberalne elity o „infantylizację polityki” i „zamianę debaty w show”. Tymczasem polityczny eksport do freakfightów jest trudny do przebicia nawet w kategorii autoparodii.
W zapowiedziach gali pojawia się sugestia, że rywalem Czarneckiego może być Piotr Korczarowski, kolejny były partner Schreiber i jednocześnie były asystent Grzegorza Brauna. Jeśli do takiego starcia dojdzie, będziemy mieli do czynienia z osobliwym „zjazdem prawicy” w klatce MMA. Ideowe spory, które w teorii powinny rozstrzygać się w parlamencie, mediach czy publikacjach, zostaną sprowadzone do fizycznej konfrontacji ku uciesze publiczności.
To nie jest już tylko problem jednego byłego posła. To ilustracja szerszego zjawiska: erozji standardów i granic między polityką a czystą rozrywką. PiS, które tak chętnie pouczało innych o powadze i odpowiedzialności, samo wyhodowało kadry idealnie pasujące do świata freakfightów: głośne, konfliktowe, pozbawione dystansu do własnej roli.
„Z Sejmu do oktagonu” nie jest więc tylko chwytliwym hasłem promocyjnym. To niezamierzona diagnoza epoki, w której polityka – zwłaszcza w wydaniu PiS – coraz częściej kończy się tam, gdzie zaczyna się widowisko. A państwo zostaje na trybunach, jako widz.
Przemysław Czarnecki na FAME 29.
Zestawienie dla koneserów Twittera, rywal niebawem. Czekajcie. pic.twitter.com/YfZ63UfgvA— FAME MMA (@famemmatv) December 17, 2025











