Ucieczka na Węgry, ucieczka do Brukseli, brak jakiegokolwiek znaczenia politycznego. Środowisko Zbigniewa Ziobry znajduje się w głębokiej defensywie. Bardzo głębokiej.
To co się dzieje dzisiaj w wymiarze sprawiedliwości, jeśli chodzi o Ziobrę i Romanowskiego, wynika wprost z chaosu instytucjonalnego pozostawionego po latach podporządkowywania państwowych mechanizmów partyjnym interesom. Przerzucanie odpowiedzialności na urzędników i sędziów wpisuje się w znany schemat unikania merytorycznej odpowiedzi na pytania o konkretne decyzje i ich konsekwencje.
Narracja o rzekomej „kryptodyktaturze” pełni funkcję zasłony dymnej. Przez wiele lat następował systemowy demontaż niezależności sądów, prokuratury oraz mediów publicznych, a obecne działania rozliczeniowe przedstawiane są jako zagrożenie dla porządku państwa, choć w istocie oznaczają odbudowę standardów.
Fundusz Sprawiedliwości urósł do rangi symbolu patologii poprzedniego modelu zarządzania: środki publiczne trafiały do podmiotów wybranych uznaniowo, poza realną kontrolą, z pominięciem rzeczywistych potrzeb ofiar przestępstw. Dzisiejszy kryzys to konsekwencja wieloletnich decyzji politycznych, które wymagają uporządkowania i naprawy.
Obecna sytuacja pokazuje moment pękania narracji bezkarności. Emocjonalne reakcje oraz eskalacja oskarżeń potwierdzają, że proces rozliczeń zaczął realnie dotykać dotychczasowych beneficjentów systemu.
Suwerenna Polska ginie.











