W polityce są chwile, które obnażają więcej niż tysiąc konferencji prasowych. Jedną z nich jest decyzja Zbigniewa Ziobry o przyjęciu ochrony międzynarodowej na Węgrzech. Datę – 22 grudnia – podał sam zainteresowany w rozmowie z TVN24. I choć Ziobro próbuje opowiadać historię o „polowaniu” i „nagonce”, to brzmi ona jak klasyczny przykład ucieczki do przodu – tyle że w bok, do Budapesztu.
Ziobro nie potrafił nawet odpowiedzieć wprost, kiedy złożył wniosek o azyl. „Nie mam wniosku” – stwierdził, jakby azyl przyznano mu w prezencie, bez procedur i papierów. Ta nonszalancja nie jest przypadkowa. Przez lata był przecież architektem systemu, w którym formalizm służył do łamania prawa, a nie do jego ochrony. Dziś ten sam formalizm nagle znika, zastąpiony mglistą opowieścią o „wniosku gdzieś w węgierskim urzędzie”.
Centralnym motywem narracji Ziobry jest rzekoma zemsta rządu Donalda Tuska. Były minister przekonuje, że azyl przyznano mu, bo „jest ofiarą polowania i nagonki”. To wygodne, niemal podręcznikowe odwrócenie ról. Przez osiem lat Ziobro nadzorował prokuraturę, podporządkował ją władzy politycznej i uczynił narzędziem presji. Dziś, gdy mechanizm zaczyna działać bez niego, ogłasza się ofiarą. Trudno o większą ironię.
Jeszcze bardziej groteskowo brzmi zapowiedź powrotu „nawet dzisiaj, jeśli w Polsce wróci prawo”. To zdanie zasługuje na cytowanie w podręcznikach politologii jako przykład cynizmu. Prawo – to, które Ziobro przez lata naginał, łamał i reinterpretował – nagle staje się warunkiem jego odwagi. W istocie mamy do czynienia z politykiem, który uzależnia swój powrót od gwarancji bezkarności.
Do chóru usprawiedliwień dołączył prezydent Karol Nawrocki, mówiąc o braku szans na sprawiedliwy proces. Ziobro skwapliwie to podchwycił: „bardzo szanuję pana prezydenta (…) i dziękuję za słowa, że nie mogę liczyć na sprawiedliwy proces”. Ta wymiana uprzejmości jest politycznym teatrem, w którym wszyscy znają swoje role. Prezydent sugeruje niewydolność państwa, były minister potwierdza ją własnym autorytetem. Tyle że to właśnie Ziobro ten autorytet systematycznie demolował.
Najcięższe zarzuty nie biorą się znikąd. Prokuratura Krajowa prowadzi postępowanie, w którym mowa o kierowaniu zorganizowaną grupą przestępczą i 26 przestępstwach: od wydawania poleceń łamania prawa po manipulowanie środkami z Funduszu Sprawiedliwości. To nie są polityczne epitety, lecz konkretne punkty aktu oskarżenia. Odpowiedzią Ziobry jest azyl i zapowiedź „aktywnej działalności medialnej” z Budapesztu. Innymi słowy: walka o władzę zamiast walki o prawdę.
Azyl na Węgrzech – kraju, który sam ma poważne problemy z praworządnością – jest puentą tej historii. Ziobro, były minister sprawiedliwości, znalazł schronienie w państwie, gdzie standardy, które sam w Polsce podkopywał, również są w odwrocie. To nie jest ucieczka przed prześladowaniem. To ucieczka przed rozliczeniem. I dlatego ta decyzja mówi o nim więcej niż wszystkie jego wywiady razem wzięte.











