Nie tak wyobrażali sobie koniec Ziobry zwolennicy linii PiS–Solidarna Polska. Zbigniew Ziobro, niegdyś minister sprawiedliwości, prokurator generalny i jeden z najbardziej rozpoznawalnych twórców skrajnie prawicowej polityki karnej w Polsce, znalazł się w sytuacji, którą jeszcze kilka miesięcy temu wydawałoby się możliwą jedynie w scenariuszu politycznej satyry. Według doniesień wiceprezes PiS uciekł na Węgry z żoną.
Przez lata Ziobropatronował jednemu z najbardziej kontrowersyjnych systemowych przewrotów w polskiej prokuraturze i sądownictwie, który doprowadził do zamrożenia unijnych funduszy i ostrych sporów z instytucjami europejskimi oraz zniszczeniu systemu sprawiedliwości i upolitycznienia go. Dziś jednak ten sam polityk, który systemowo krytykował „miękkość prawa” i „bezkarność elit”, znajduje się w sytuacji, w której chroni się przed własnym wymiarem sprawiedliwości w innym państwie UE.
Polityczne tło tej historii jest równie istotne, co same zarzuty, które Ziobro obecnie kwestionuje: polskie prokuratury prowadzą wobec niego śledztwo obejmujące 26 oskarżeń, w tym nadużycia władzy, kierowanie organizacją przestępczą oraz nieprawidłowości przy zarządzaniu Funduszem Sprawiedliwości, z którego miał być – zdaniem śledczych – zasilany polityczny patronat i finansowanie sprzyjających mu projektów, a także wydatki na zakup oprogramowania do włamań na telefony komórkowe Pegasus.
Do niedawna Ziobro konsekwentnie zaprzeczał, że ma jakiekolwiek powody do obaw i twierdził, że śledztwa są „politycznie motywowane”. O jego rzekomym azylu na Węgrzech mówiono już w mediach kilka tygodni temu, a następnie potwierdzono, że Viktor Orbán – jeden z najbliższych sojuszników dawnego PiS – udzielił mu ochrony politycznej wraz z żoną.
Choć sam zainteresowany próbuje dziś zaklinać rzeczywistość, nazywając swoją decyzję manifestacją oporu wobec „dyktatury” i „politycznej vendetty”, fakt pozostaje: polityk, który przez lata zarządzał listami oskarżeń i upominał się o surowe kary, dziś pozostaje poza krajem, unikając konfrontacji z wymiarem sprawiedliwości w ojczyźnie.
W efekcie cała scena polityczna w Polsce uległa gwałtownemu przetasowaniu. Rządzący z satysfakcją podkreślają tchórzostwo tej decyzji i potwierdzenie winy Ziobry a media europejskie zastanawiają się, czy przyznanie azylu politycznego obywatelowi jednego państwa UE przez inne nie podważa podstaw prawa międzynarodowego.
Ale ta historia ma również wymiar osobisty i symboliczny. Człowiek, który przez lata krzyczał „wszyscy są równi wobec prawa” dziś sam korzysta z instrumentów prawa międzynarodowego, by się przed tym prawem ukryć.
Tymczasem Waldemar Żurek zastanawia się czy nie wysłać po Ziobrę służb specjalnych.











