Jest w zachowaniu Mariusza Błaszczaka coś z politycznej hipnozy: im głębszy skandal, tym większa skłonność do zaprzeczania rzeczywistości i ucieczki w wielkie słowa. Mimo że w ten sposóbn pogrąża i siebie, i PiS.
Najnowszy wpis byłego ministra obrony, w którym dziękuje premierowi Węgier za „dostrzeżenie problemów związanych z bezprawnymi działaniami obecnego rządu Donalda Tuska”, jest tego najlepszym przykładem. Nie tylko dlatego, że brzmi jak notatka z alternatywnego świata, ale przede wszystkim dlatego, że pokazuje, jak Prawo i Sprawiedliwość brnie w skandal wywołany przez Zbigniew Ziobro, zamiast próbować się od niego zdystansować.
Błaszczak, dziękując Orbánowi, próbuje nadać całej sprawie patetyczną oprawę. „W czasach, gdy europejska polityka często tonie w retoryce pozbawionej odpowiedzialności, takie głosy są nie tylko potrzebne, ale budują prawdziwą wspólnotę państw” – pisze polityk PiS. Problem polega na tym, że pod tą warstwą wzniosłych fraz kryje się bardzo prosta rzeczywistość: były minister sprawiedliwości uciekł przed odpowiedzialnością, a jego partyjni koledzy próbują tę ucieczkę przedstawić jako akt moralnej odwagi.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że PiS nie bardzo wie, co zrobić z własnym bohaterem. Ziobro, przez lata symbol twardej ręki i bezwzględnej walki z przeciwnikami, dziś stał się ciężarem. Zamiast jednak przyznać, że sprawa azylu politycznego na Węgrzech kompromituje narrację o „silnym państwie”, partia idzie w zaparte. Błaszczak wprost pisze o „decyzji o udzieleniu pomocy prawnej m.in. Zbigniewowi Ziobrze, który nie może dziś liczyć w Polsce na sprawiedliwy proces”. To oskarżenie poważne, ale rzucone bez dowodów – za to z pełną wiarą, że własny elektorat przyjmie je bez mrugnięcia okiem.
W tym sensie PiS zachowuje się konsekwentnie: zamiast zmierzyć się z faktami, buduje mit oblężonej twierdzy. Rząd Donalda Tuska przedstawiany jest jako reżim, Europa jako arena hipokryzji, a Orbán jako ostatni sprawiedliwy. Każdy, kto kwestionuje tę opowieść, automatycznie trafia do obozu „bezprawia”. To retoryka dobrze znana, ale coraz bardziej zużyta.
Jeszcze bardziej kompromitujący jest kontekst międzynarodowy. Orbán udostępnia wpis marginalnego konta Globe View News, komentuje słowa prezydenta Karola Nawrockiego o Grenlandii, a PiS-owscy politycy widzą w tym dowód na istnienie „prawdziwej wspólnoty państw”. Trudno o lepszą ilustrację prowincjonalizmu tej polityki: każdy gest w stronę Budapesztu urasta do rangi geopolitycznego przełomu, nawet jeśli jest jedynie kurtuazyjnym komentarzem w mediach społecznościowych.
Najważniejsze jednak jest to, że PiS brnie dalej w skandal Ziobry, zamiast go wygasić. Każdy kolejny wpis, każda kolejna deklaracja solidarności tylko pogłębia wrażenie, że partia nie potrafi odciąć się od własnych błędów. Zamiast refleksji – agresja. Zamiast wyjaśnień – oskarżenia. Zamiast odpowiedzialności – patos.
Styl Błaszczaka jest tu symptomatyczny: dużo słów o suwerenności i prawdzie, zero gotowości do autorefleksji. A im dłużej PiS będzie bronił ucieczki Ziobry jako aktu odwagi, tym trudniej będzie mu przekonać kogokolwiek poza własnym twardym elektoratem, że nie ma nic do ukrycia. W polityce bowiem brnięcie w skandal rzadko kończy się wybieleniem winnych. Częściej – pogłębieniem kompromitacji.











