17 lutego 2026

Rachuby na Trumpa okazały się katastrofą. Co teraz zrobi PiS?

PiS stracił busolę w polityce zagranicznej. Antyunijna retoryka i pro-Trumpowskie inklinacje już nie działają – a Grenlandia to pokazuje.

Polityka zagraniczna to, jak podkreślają eksperci, sztuka wielowymiarowego sterowania, w której liczy się nie tylko opowiadanie się po czyjejś stronie, lecz przede wszystkim trafne odczytywanie trendów, sojuszy i interesów narodowych. Tymczasem Prawo i Sprawiedliwość, zdaje się tracić orientację w tym gąszczu współczesnych uwarunkowań. Jego antyunijne zacięcie i romantyczne zapatrzenie w sojusz z Donalda Trumpa – niegdyś gorącym mitem prawicowych strategów – coraz wyraźniej odbija się echem w próżni, a ostatnie wydarzenia wokół Grenlandii ukazują to w dramatycznym świetle.

PiS przez lata budowało narrację, w której Unia Europejska była dla Polski bardziej przeszkodą niż partnerem strategicznym, a prawdziwe oparcie w polityce międzynarodowej miały dawać relacje transatlantyckie – w szczególności z konserwatywnymi kręgami zza Atlantyku. W praktyce ta retoryka często przykrywała realne interesy: europejskie instytucje są najważniejszym rynkiem handlowym dla naszego kraju, a partnerstwo z USA – choć kluczowe – nie jest możliwe bez silnych i stabilnych relacji z Europą. Tymczasem PiS premiował retorykę konfliktową, flirtując z myślą o geopolityce „tylko my i Ameryka przeciw reszcie świata”, co w obliczu zmieniających się realiów zaczyna wyglądać jak polityczna błazenada.

A realia te są bardziej skomplikowane niż kiedykolwiek. Po powrocie Donalda Trumpa do Białego Domu świat znów usłyszał o jego ambicjach wobec Grenlandii – autonomicznej części Królestwa Danii, w postaci otwartej sugestii, że Stany Zjednoczone powinny ją „posiadać” lub przynajmniej zdominować strategicznie. Trump groził nawet cłami na europejskich sojuszników, w tym na Danię, Wielką Brytanię, Niemcy i inne kraje UE, dopóki nie zgodzą się na jego plan kontroli nad arktyczną wyspą – a jeśli nie, miał być to argument „dla bezpieczeństwa USA” i ich partnerów w NATO.

Tego typu postawy – agresywne, jednostronne, nie liczące się z suwerennością państw trzecich – podważyły zaufanie nawet wśród najbliższych sojuszników Stanów Zjednoczonych. Duńscy i grenlandzcy politycy jednoznacznie odrzucili propozycje USA, podkreślając, że Grenlandia „nie jest na sprzedaż” i pozostaje integralną częścią Królestwa Danii. Co więcej, państwa europejskie zaczęły nawet wzmacniać swoją obecność wojskową w regionie, wysyłając oddziały NATO, by pokazać solidarność wobec Danii i sprzeciw wobec unilateralizmu Waszyngtonu.

W tej sytuacji retoryczne okołotransatlantyckie uśmiechy PiS brzmią jak echo minionej epoki. W Warszawie politycy od Kaczyńskiego często operowali uproszczonym podziałem świata na „my – wartościowi konserwatyści” versus „oni – liberalna Europa”, traktując relacje z USA jako klucz do bezpieczeństwa Polski. Tymczasem sama administracja USA – niezależnie od osoby prezydenta – nie jest instytucją jednorodną, a Trump dziś pokazuje, że interesy geopolityczne USA nie zawsze pokrywają się z interesami Polski czy Europy. USA w kwestii Grenlandii pokazały, że priorytetem jest własna gra strategiczna w Arktyce, a nie solidarna współpraca z partnerami czy przestrzeganie zasad sojuszniczych.

Co więcej, w odpowiedzi na eskalację wokół Grenlandii europejscy liderzy – w tym brytyjski premier Keir Starmer – wydali wspólne oświadczenia potępiające groźby taryfowe i podkreślając, że sojusz powinien opierać się na dialogu, a nie groźbach. Taki gest solidarności pokazuje, że UE jest dziś nie tylko rynkiem, ale aktywnym partnerem politycznym, który potrafi utrzymać własną narrację bezpieczeństwa i autonomii strategicznej wobec USA.

Co z tego dla Polski wynika? Przede wszystkim to, że jednokierunkowe zaufanie do Trumpowskich sojuszy nie jest receptą na skomplikowaną rzeczywistość XXI wieku. Jeżeli PiS chce odzyskać sensowną pozycję w polityce zagranicznej, musi porzucić uproszczenia i zrozumieć: świat nie dzieli się na „my kontra Bruksela”, a sojusze nie są gwarancją bezpieczeństwa tylko dlatego, że wygodnie brzmią retorycznie.

Retoryka antyunijna może kiedyś zyskała echo wśród części elektoratu, ale obecnie – wobec realnych sporów o przyszłość UE, NATO i relacje transatlantyckie – polskie interesy leżą w Europie i w mądrym balansowaniu między partnerami, a nie w ideologicznym postrzeganiu świata. A odrobina geopolitycznego realizmu mogłaby oszczędzić Polsce upokorzeń polegających na bezkrytycznym kopiowaniu cudzych błędów. PiS stracił busolę — dziś kraj potrzebuje bardziej kierunku, a nie tylko gorącej retoryki.

Popularne

PILNE! 1300+ AFER PiS i Suwerennej Polski. Aktualizacja 14.02.2026 r

   Lista prawie 1300 nierozliczonych afer  za rządów PiS i...

Szokująca prawda! Znana dziennikarka ujawnia tajemnicę: Kaczyński jest potomkiem Targowicy

Gen zdrady? PiS ma poważne problemy z wizerunkiem. Znana...

„Kaczyński umiera”. Prawnik z TVP twierdzi, że prezes PiS ma nowotwór?!

Kto zastąpi prezesa? Jarosław Kaczyński ma nowotwór – twierdzi prawnik...

Szokujący film z Andrzejem Dudą. Prezydent pod wpływem ledwo trzyma się na nogach?

Czy wirus filipiński zawędrował do Pałacu Prezydenckiego? Opublikowany film...

Odlot Kaczyńskiego. Tego się nawet w PiS nie spodziewali

Są momenty w polityce, gdy retoryka przekracza granicę ostrego...

Ziobro ucieknie do Rosji? Nowy rząd Węgier nie będzie...

Ziobro schowa się u Putina? Opozycja na Węgrzech cieszy się...

17 mln złotych subwencji PL2050. O to chodzi w...

Pieniądze u Hołowni są najważniejsze. PL2050 nie wychodzi z Koalicji...

Prawda ma być życzliwa? Dziwaczny apel Kaczyńskiego

Kiedy w partii wybucha kolejna awantura, naturalnym odruchem lidera...

Milczeć albo wylecieć. Ultimatum Kaczyńskiego

W Prawie i Sprawiedliwości znów wybuchła wojna domowa. Tym...

PiS naprawdę tego chce? Igrają z naszym bezpieczeństwem!

Wypowiedzi polityków Prawo i Sprawiedliwość coraz częściej brzmią jak...