Karol Nawrocki w Davos postanowił zagrać rolę polityka osaczonego przez wrogie media. Występ na Światowym Forum Ekonomicznym miał być okazją do pokazania się w międzynarodowym gronie, ale prezydent wykorzystał go także do kolejnej odsłony krajowej wojny kulturowej – tym razem z Telewizją Polską. Problem w tym, że jego narracja rozpadła się niemal natychmiast po tym, jak została wypowiedziana.
Podczas konferencji prasowej Nawrocki zwrócił się do dziennikarza TVP w sposób, który miał brzmieć jak gorzka ironia, a wyszedł jak wyćwiczony monolog ofiary. „Od razu wyrażę swój smutek, panie redaktorze, bo pewnie i tak tego nie puścicie w Telewizji Polskiej” – powiedział. Dodał, że stacja zapewne skupi się na tym, iż „miał niezawiązaną sznurówkę”. Na koniec przesłał pozdrowienia „widzom Telewizji Polskiej w likwidacji, jeśli mnie usłyszycie”.
Ten fragment wypowiedzi był wyraźnie adresowany nie do sali w Davos, lecz do krajowej publiczności. Prezydent chciał przypiąć TVP łatkę medium stronniczego, mściwego i cenzurującego głowę państwa. Tyle że tym razem trafił na zupełnie inną sytuację niż ta, do której przyzwyczaiły go poprzednie lata.
Telewizja Polska nie przemilczała sprawy ani nie odpowiedziała ogólnikami. Zareagowała komunikatem, który w politycznym sensie był dla Nawrockiego druzgocący. „Ze strony publicznego nadawcy wielokrotnie kierowane były zaproszenia do głowy państwa. Wszystkie zostały odrzucone” – poinformowała stacja.
Co więcej, TVP przedstawiła szczegółową dokumentację. 21 lipca 2025 roku zaproszono prezydenta do programu „Pytanie dnia”, proponując dwa terminy i deklarując elastyczność co do formy rozmowy. Kolejne zaproszenie wysłano przed rocznicą odzyskania niepodległości, następne – 16 grudnia, tuż przed wizytą Wołodymyra Zełenskiego w Polsce. W komunikacie czytamy: „Na niektóre z zaproszeń przedstawiciele Kancelarii Prezydenta nie odpowiedzieli. W innych wypadkach odmówili”.
Trudno o bardziej wyrazisty kontrapunkt dla narracji z Davos. Zamiast prezydenta wykluczanego przez media publiczne mamy prezydenta, który konsekwentnie nie korzysta z zaproszeń do rozmowy. Zamiast cenzury – unikanie konfrontacji. Zamiast marginalizacji – polityczną strategię polegającą na budowaniu obrazu oblężonej twierdzy.
Nawrocki liczył zapewne na to, że jego słowa przejdą bez echa albo zostaną powielone w przyjaznych mu mediach jako kolejny dowód „represji”. Tymczasem dostał coś, czego się nie spodziewał: precyzyjną, udokumentowaną odpowiedź. To nie jest już spór o interpretację, lecz kwestia faktów. A fakty mówią, że to nie TVP zamknęła się na prezydenta, lecz prezydent zamknął się na TVP.
Cała sytuacja obnaża też styl komunikacyjny głowy państwa. Nawrocki woli opowiadać o tym, jak jest traktowany, niż rzeczywiście uczestniczyć w debacie. Łatwiej jest zbudować emocjonalną narrację o „telewizji w likwidacji” niż usiąść w studiu i odpowiadać na pytania na żywo. Łatwiej jest zasugerować złą wolę dziennikarzy, niż zmierzyć się z tematami, które nie dają się zamknąć w jednozdaniowych bon motach.
W Davos prezydent mówił, że Unia Europejska „przespała ważne lata”. Paradoks polega na tym, że sam przespał moment, w którym zmieniły się reguły gry w Polsce. Media publiczne nie są już narzędziem władzy, ale polem rozmowy. A na tym polu trzeba być obecnym, jeśli chce się zachować wiarygodność. Próba przypięcia TVP łatki wroga okazała się więc nie tylko chybiona, ale też kompromitująca – bo po raz pierwszy została tak wyraźnie skonfrontowana z rzeczywistością.
