Jeszcze niedawno Zbigniew Ziobro lubił przedstawiać się jako twardy szeryf III RP: nieugięty wobec „elit”, odporny na naciski, pewny własnej misji. Dziś ten obraz pęka z hukiem. Coraz więcej decyzji sądowych, coraz cięższe zarzuty prokuratury i coraz bardziej nerwowe ruchy samego Ziobry składają się na portret polityka w poważnych tarapatach – nie tylko prawnych, ale też politycznych i wizerunkowych.
Jak poinformowało Radio RMF FM, po niemal trzech miesiącach udało się wreszcie zabezpieczyć majątek byłego ministra sprawiedliwości. Sąd Rejonowy w Rawie Mazowieckiej obciążył przymusową hipoteką nieruchomości należące do Ziobry. Wcześniej wnioski prokuratury dwukrotnie były odrzucane z powodu braków formalnych – co samo w sobie brzmi jak ironiczny komentarz do państwa prawa, które Ziobro przez lata „reformował”. Tym razem jednak formalności dopięto, a decyzja zapadła. Symbolika jest oczywista: polityk, który przez lata podporządkowywał sobie prokuraturę, dziś sam staje się jej problemem.
Jeszcze bardziej wymowny jest fakt, że Ziobro od miesięcy korzysta z węgierskiego „azylu”. 22 grudnia ubiegłego roku uzyskał na Węgrzech ochronę międzynarodową. Władze w Budapeszcie uznały, że grożą mu prześladowania polityczne. To bezprecedensowa sytuacja: były minister sprawiedliwości i prokurator generalny państwa UE występuje o ochronę przed własnym krajem. Trudno o mocniejsze świadectwo upadku narracji, którą sam budował.
Ziobro nie poprzestał na zabezpieczeniu siebie. Wystąpił także o ochronę międzynarodową dla żony, Patrycji Koteckiej. Jednocześnie deklarował, że nie zrezygnuje z mandatu poselskiego i że z Budapesztu będzie prowadził „aktywną działalność medialną”, by doprowadzić do upadku rządu Donald Tusk. Ta zapowiedź brzmi dziś jak ponura groteska: polityk oskarżany o poważne przestępstwa przedstawia się jako uchodźca polityczny, a jednocześnie planuje obalenie rządu demokratycznie wybranego kraju.
Tymczasem zarzuty wobec Ziobry są ciężkie i szczegółowe. Prokuratura Krajowa prowadzi postępowanie, w którym zarzuca mu m.in. kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą oraz wykorzystywanie stanowiska do działań o charakterze przestępczym. Według śledczych Ziobro miał popełnić 26 przestępstw: wydawać podwładnym polecenia łamania prawa, ingerować w konkursy, by zapewnić dotacje „właściwym” podmiotom z Funduszu Sprawiedliwości, oraz dopuszczać do przyznawania środków instytucjom nieuprawnionym. To nie są polityczne slogany, lecz konkretne czyny opisane w aktach.
W odpowiedzi Ziobro nie próbuje nawet rzeczowej polemiki. Zamiast tego konsekwentnie ucieka w retorykę prześladowań i spisków. Każda decyzja sądu, każdy ruch prokuratury staje się w jego narracji dowodem „dyktatury” i „zemsty”. Im więcej faktów, tym więcej emocji. Im bardziej realne problemy, tym głośniejsze oskarżenia wobec wszystkich dookoła. To klasyczny mechanizm obronny polityka, który traci grunt pod nogami.
Decyzja o zabezpieczeniu majątku jest kolejnym sygnałem, że czas bezkarności się kończy. Ziobro przez lata budował system, w którym prawo było narzędziem władzy, a nie jej ograniczeniem. Dziś ten system obraca się przeciwko niemu. I choć sam próbuje przedstawiać się jako ofiara, coraz trudniej nie dostrzec, że to raczej on jest symbolem problemów, które sam stworzył. W tym sensie jego kłopoty są nie tylko osobiste – są rachunkiem wystawionym całej epoce „twardej ręki”, która okazała się ręką wyjątkowo brudną.











