Michał Woś broni się głośno, ofensywnie i w dobrze znanym stylu, który przez lata był znakiem firmowym polityków obozu Prawo i Sprawiedliwość. Gdy pojawiają się zarzuty – zawsze są „z kosmosu”, gdy prokuratura działa – to „teatr”, a gdy padają konkretne pytania o decyzje i podpisy – odpowiedzi rozpływają się w politycznej retoryce. Problem polega na tym, że tym razem ta linia obrony brzmi wyjątkowo mało przekonująco.
Po tym, jak prokurator generalny Waldemar Żurek skierował do Sejmu wniosek o uchylenie immunitetu Michał Woś, były wiceminister sprawiedliwości nie czekał długo z reakcją. „Jeśli Tusk z Żurkiem myślą, że nowymi zarzutami z kosmosu zamkną mi usta, to grubo się mylą” – napisał na platformie X. Dodał też, że „prawo było przestrzegane”, a „reszta to polityczny teatr”.
To klasyczna narracja PiS: nie ma sprawy merytorycznej, jest wyłącznie polityczna zemsta. Tyle że dokumenty, na które powołuje się prokuratura, nie wzięły się z tweetów Donalda Tuska ani z konferencji prasowych opozycji. Postępowanie – jak podkreśla rzeczniczka Prokuratora Generalnego – zostało zainicjowane zawiadomieniami Dyrektora Generalnego Służby Więziennej. Chodzi o konkretne nieprawidłowości: zatrudnianie osób bez wymaganego naboru, bez odpowiednich kwalifikacji oraz przedterminowe awanse oficerskie z naruszeniem ustawy o Służbie Więziennej.
Woś próbuje te zarzuty rozbroić argumentem proceduralnym. „Każda decyzja personalna była przygotowana przez profesjonalne kadry, a przed moim podpisem weryfikowana przez sędziego-dyrektora departamentu” – twierdzi. To jednak obrona, która bardziej zaciemnia, niż wyjaśnia. Bo jeśli wszystko było zgodne z prawem, to dlaczego – według śledczych – doszło do systemowych naruszeń? I dlaczego zawiadomienia w tej sprawie wyszły z samej Służby Więziennej, a nie z gabinetów politycznych przeciwników PiS?
Jeszcze mniej przekonująco brzmi próba przerzucenia sprawy na poziom geopolityczno-ironiczny. „Według neoprokuratorów Tuska pewnie powinienem pytać niemieckiego ministra sprawiedliwości o zgodę na awanse w SW” – drwi Woś. To chwyt retoryczny, który ma wywołać emocję, ale nie odpowiada na żadne z postawionych pytań. Nie chodzi bowiem o Niemcy, Tuska ani o Żurka, lecz o to, czy w latach jego nadzoru nad Służbą Więzienną przestrzegano obowiązujących procedur.
Warto też zauważyć, że to nie pierwsza sprawa Wosia. W październiku do sądu trafił akt oskarżenia dotyczący przekazania 25 mln zł z Funduszu Sprawiedliwości na zakup systemu Pegasus dla CBA. I znów słyszeliśmy te same argumenty: legalność, interes publiczny, polityczna nagonka. Powtarzalność tej narracji nie świadczy o jej sile, lecz o wyczerpaniu repertuaru.
Woś próbuje przedstawić się jako ofiara, „ścigana”, bo „nie mogą dopaść Zbigniewa Ziobry”. To sugestywna opowieść, ale znów – pozbawiona dowodów. Prokuratura bada konkretne decyzje, w konkretnym czasie i w konkretnej instytucji. Immunitet nie jest oceną winy, lecz warunkiem wszczęcia normalnego postępowania karnego wobec posła. Jeśli Woś jest przekonany o swojej niewinności, powinien być pierwszym, który zgodzi się na jego uchylenie.
Na razie jednak dostajemy zamiast argumentów – oskarżenia o „teatr” i „kosmos”. To może mobilizować partyjny elektorat, ale nie wystarcza w konfrontacji z faktami. A te, jak wynika z komunikatów prokuratury, są znacznie bardziej przyziemne niż narracja, którą próbuje sprzedać Michał Woś.
