Publiczne kłótnie polityków rzadko bywają przypadkiem. Zazwyczaj są symptomem głębszego kryzysu – utraty kontroli, nerwowości, a czasem zwykłego braku elementarnej kultury politycznej. Tak właśnie wyglądała scena, która rozegrała się na sejmowym korytarzu, gdy dwóch posłów Prawa i Sprawiedliwości starło się na oczach widzów i kamer. Trudno o lepszą metaforę stanu tej partii: chaos, wewnętrzne napięcia i paniczne próby zagłuszania niewygodnych pytań.
Rozmowa dziennikarki TVN Arlety Zalewskiej z Ryszardem Terleckim dotyczyła sprawy w gruncie rzeczy prozaicznej, choć politycznie kompromitującej. Sejmowa komisja regulaminowa zdecydowała o ukaraniu Zbigniewa Ziobro naganą za liczne nieusprawiedliwione nieobecności w Sejmie. To dopiero pierwszy krok do ewentualnego odebrania diety poselskiej i drastycznego obniżenia uposażenia. Innymi słowy: do wyciągnięcia konsekwencji wobec polityka, który – jak wielu jego wyborców – najwyraźniej uznał, że praca w Sejmie jest zajęciem fakultatywnym.
Terlecki, zapytany wprost, czy zabrałby byłemu ministrowi pieniądze za notoryczne absencje, odpowiedział bez entuzjazmu: „No, jak nie przychodzi, to trudno”. Dopytywany o konkretne sankcje, przyznał, że nie wie, jak sprawa jest regulowana przepisami. Już sama ta odpowiedź brzmi jak akt oskarżenia: wieloletni parlamentarzysta rządzącej niegdyś partii nie orientuje się w podstawowych zasadach funkcjonowania Sejmu.
W tym momencie nastąpiło jednak coś znacznie bardziej wymownego. Do rozmowy wkroczył Sebastian Kaleta, przerywając wywiad i pouczając partyjnego kolegę: „Może pan się w tej sprawie nie wypowiada”. To zdanie – aroganckie, protekcjonalne, wypowiedziane publicznie – obnaża styl polityczny PiS w pigułce. Zamiast odpowiedzi na pytania: uciszanie. Zamiast transparentności: nerwowe zarządzanie przekazem.
Zaskoczona dziennikarka zwróciła uwagę, że rozmawia z Terleckim, ale Kaleta nie zamierzał ustąpić. „Ale ja chciałbym wypowiedzieć się w tej sprawie” – oznajmił, przejmując mikrofon i narrację. Terlecki skwitował to z ironią: „No ciekawe. Może się coś dowiemy”. Dowiedzieliśmy się sporo – choć nie tego, co PiS chciałby usłyszeć.
Kaleta zaczął bowiem tłumaczyć nieobecności Ziobry teorią „represji politycznych”. „Pan minister Ziobro jest obiektem represji politycznych” – powtarzał, ignorując fakt, że pytanie dotyczyło absencji w Sejmie, a nie postępowań prokuratorskich. Według tej logiki parlamentarzysta może pobierać pełne uposażenie, nawet jeśli nie wykonuje swoich obowiązków, o ile tylko uzna się za ofiarę spisku. To nie jest argument prawny ani moralny. To czysta propaganda, podszyta poczuciem bezkarności.
Cała scena – zakończona suchym komentarzem Terleckiego: „No i mamy odpowiedź” – jest druzgocącym obrazem Prawa i Sprawiedliwości. Partii, która przez lata pouczała innych o standardach, dziś sama nie potrafi ich zachować. Kłótnia na korytarzu, publiczne uciszanie własnych posłów i desperacka obrona nieobecności kolegi pokazują ugrupowanie zagubione, rozdarte i coraz bardziej oderwane od rzeczywistości. To nie jest już tylko problem wizerunkowy. To dowód głębokiej erozji odpowiedzialności i powagi państwa, które PiS tak chętnie brał na sztandary.
Widzieliście kiedyś, żeby poseł #PiS uciszał innego posła #PiS? To posłuchajcie 👇
W rolach głównych @RyszardTerlecki i @sjkaleta!
Poszło o Zbigniewa Ziobrę! @tvn24 @tvn24plus @FaktyTVN @SzkKontaktowe pic.twitter.com/3GFMPLurEd— Arleta Zalewska (@arletazalewska) February 10, 2026
