Decyzja o zawetowaniu ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa miała być – według prezydenta – aktem odpowiedzialności. W praktyce okazała się kolejnym dowodem na to, że Karol Nawrocki pozostaje wiernym żołnierzem Prawo i Sprawiedliwość, gotowym zablokować każdą próbę systemowej zmiany, która podważa dziedzictwo poprzedniej władzy.
„Podjąłem decyzję o zawetowaniu ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa” – ogłosił prezydent. W nagraniu opublikowanym w serwisie X przekonywał: „Nie mogę podpisać ustawy, która pod hasłem ‘przywracania praworządności’, w rzeczywistości wprowadza nowy etap chaosu i otwiera drogę do politycznego wpływu na sędziów”. Problem w tym, że retoryka o „chaosie” i „politycznym wpływie” brzmi znajomo. To dokładnie ta sama narracja, którą PiS przez lata wykorzystywał do uzasadniania własnych, głęboko upolitycznionych reform sądownictwa.
Prezydent mówi o „segregacji sędziów” i ostrzega przed podziałem na „lepszych i gorszych”, twierdząc, że rządowi chodzi o rozróżnienie na sędziów „naszych” i „obcych”. Trudno nie dostrzec ironii w tych słowach. To przecież w czasie rządów PiS pojawił się w debacie publicznej język kwestionowania „kasty”, to wtedy podważano wiarygodność części środowiska sędziowskiego, tworząc atmosferę permanentnego konfliktu. Dziś prezydent występuje w roli obrońcy jedności i stabilności systemu, jakby zapomniał, kto ten system doprowadził do obecnego stanu napięcia.
„W polskim porządku prawnym nie ma żadnych ‘neo’ ani ‘paleo’ sędziów” – przekonuje Nawrocki. To zdanie brzmi jak próba zamknięcia sporu jednym gestem retorycznym. Ale rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. Status części sędziów był i jest przedmiotem sporów prawnych, także na poziomie europejskim. Udawanie, że problem nie istnieje, nie sprawi, że zniknie. Weto nie rozwiązuje konfliktu – ono go konserwuje.
Prezydent ostrzega, że przyjęcie ustawy mogłoby oznaczać „powszechne podważanie statusu sędziów, a po tym wzruszanie ich orzeczeń”. „To oznaczałoby niepewność milionów spraw. To byłby też cios w bezpieczeństwo Polaków. Na tym bałaganie korzystaliby pospolici przestępcy” – mówi. To mocne słowa, grające na emocjach i lęku. Ale czy realnym źródłem niepewności jest próba uporządkowania systemu, czy raczej wieloletnie ignorowanie zastrzeżeń konstytucyjnych i międzynarodowych wobec zmian wprowadzonych przez PiS?
Nawrocki podkreśla, że „wyrok sądu musi być jak granitowy filar – trwały i pewny”. To piękna metafora. Tyle że filar stabilności nie buduje się na politycznych wetach i jednostronnych deklaracjach. Stabilność wymaga kompromisu, dialogu i uznania, że spór o sądownictwo jest realny, a nie wymyślony przez „polityczną grupę interesów”.
Prezydent przypomina, że „powołanie sędziów jest konstytucyjną wyłączną prerogatywą prezydenta”. To prawda. Ale prerogatywa nie oznacza nieomylności ani braku odpowiedzialności za skutki decyzji. Weto w sprawie KRS nie jest neutralnym gestem ustrojowym. Jest wyraźnym sygnałem politycznym: nie cofniemy się ani o krok.
Szczególnie wymowne są słowa o „przygotowanym na kolanie, powszechnie krytykowanym bubelu prawnym, w ekstraordynaryjnym trybie przepchniętym przez Sejm”. Taka ocena ustawy to de facto oskarżenie rządu o niekompetencję i złą wolę. Ale czy prezydent, jest dziś wiarygodnym arbitrem jakości legislacji?
Nawrocki przedstawia własny projekt ustawy, oparty – jak mówi – na zasadach bezstronności sądów, niepodważalności orzeczeń i potwierdzeniu statusu prawidłowo nominowanych sędziów. Brzmi to jak próba przejęcia inicjatywy. Jednak w praktyce trudno nie odczytać tego ruchu jako przedłużenia linii PiS: obrony rozwiązań, które przez lata były krytykowane jako zbyt silnie uzależniające wymiar sprawiedliwości od władzy politycznej.
Po raz kolejny prezydent stanął po jednej stronie barykady. Zamiast wykorzystać swój urząd jako przestrzeń mediacji i budowania mostów, wybrał rolę twardego strażnika chaosu stworzonego przez PiS. Weto w sprawie KRS nie jest więc jedynie decyzją prawną. To polityczna deklaracja lojalności. A Polska potrzebuje dziś nie lojalnych żołnierzy partyjnych, lecz prezydenta zdolnego wznieść się ponad partyjne interesy.











