W Prawo i Sprawiedliwość coraz mniej mówi się o programie, a coraz więcej o jednym nazwisku. Nie chodzi nawet o to, kto zostanie kandydatem na premiera. Prawdziwe pytanie brzmi: jak zareaguje Mateusz Morawiecki, jeśli to nie on zostanie nominowany?
Jeśli przyjąć, że prezes zdecyduje się ogłosić kandydaturę premierowską na czas kampanii, może to nastąpić już w marcu. Decyzja Jarosława Kaczyńskiego ma zostać ujawniona wiosną. I choć oficjalnie wszyscy czekają na nazwisko, w kuluarach mówi się głównie o reakcji byłego premiera. Moment prawdy jest coraz bliżej.
„Wie pan, jaki jest największy problem z Morawieckim? Że jest jeszcze ciągle stosunkowo młody i to zasadniczo wpływa na jego ambicje” – mówi jeden z seniorów dawnego Porozumienia Centrum. „Premierem został, jak miał 49 lat. Teraz ma 58 i wciąż jest w wieku, w którym politycy są przekonani, że wszystko jeszcze przed nimi. I na dodatek jemu naprawdę się chce robić wszystko, żeby jeszcze coś osiągnąć” – przypomina Piotr Semka na łamach tygodnika „Do Rzeczy”.
W PiS wielu zadaje sobie pytanie: czy Morawiecki pogodzi się z rolą szeregowca? Czy zaakceptuje decyzję prezesa bez cienia buntu? A może uzna, że jego czas jeszcze nie minął?
Media prześcigają się w sensacjach o rzekomym wyjściu Morawieckiego wraz z frakcją „harcerzy” z partii. Mówi się o „rejestrze upokorzeń”, na które ma się skarżyć były premier i jego współpracownicy. Z drugiej strony krąży czarna legenda tworzona przez przeciwników w partii – wizja polityka, który „nigdy do PiS-owskiego etosu nie pasował”, który był „zimnym banksterem” i który „prędzej czy później skończy w ramionach Donalda Tuska”.
Ile w tym prawdy, a ile partyjnego zacietrzewienia? Trudno rozstrzygnąć. Pewne jest jedno: Morawiecki wciąż gra swoją grę. Jeździ po całej Polsce, organizuje spotkania, pokazuje pełne sale. Zdjęcia z wydarzeń publikowane w mediach społecznościowych to nie tylko kronika aktywności. To komunikat: „Ludzie mnie potrzebują, ludzie są mi wdzięczni za moje siedem lat rządów”.
Tyle że polityka to nie konkurs popularności w internecie. Wzrost notowań środowisk skupionych wokół Sławomira Mentzena, Krzysztofa Bosaka czy Grzegorza Brauna osłabia pozycję Morawieckiego po prawej stronie sceny politycznej. W tych kręgach krytyka jego rządów stała się fundamentem tożsamości. Polski Ład, relacje z Brukselą, rozmowy z Ursula von der Leyen – to wszystko wraca jak bumerang. A Morawiecki nie ma ochoty na publiczne przeprosiny czy głęboką autorefleksję.
Dla polityków PiS dziś najważniejsze nie jest więc to, czy kandydatem będzie Morawiecki, czy ktoś inny. Najważniejsze jest to, co zrobi Morawiecki, jeśli kandydatem nie będzie. „Ktokolwiek zostanie nominowany – pytanie, jak zareaguje na to Mateusz Morawiecki” – to zdanie powtarza się w rozmowach jak mantra. Bo w istocie to nie nazwisko przyszłego kandydata może wstrząsnąć partią, lecz reakcja tego, który poczuje się pominięty.
Co znamienne, nad tym samym zaczyna się zastanawiać nawet życzliwy PiS tygodnik Do Rzeczy. Na jego łamach pojawiają się pytania, czy były premier „pogodzi się z decyzją prezesa”, czy też uzna ją za sygnał do politycznego przesilenia. Skoro nawet medium uchodzące za przychylne partii dopuszcza scenariusz politycznej awantury, to znaczy, że temat przestał być jedynie plotką z kuluarów.
Kaczyński stoi więc przed decyzją podwójnie ryzykowną. Z jednej strony musi wskazać twarz kampanii. Z drugiej – utrzymać jedność partii. Jeśli postawi na kogoś innego, ryzykuje uruchomienie ambicji Morawieckiego. Jeśli postawi na Morawieckiego, ryzykuje bunt tych, którzy mają do byłego premiera głęboki żal.
Marzec zbliża się nieubłaganie. Wtedy poznamy odpowiedź na pytanie, kto będzie kandydatem na premiera. Ale prawdziwy test dla PiS zacznie się chwilę później – w momencie, gdy oczy wszystkich zwrócą się na Morawieckiego.
Bo dziś w tej partii najważniejsze nie jest „kto?”. Najważniejsze jest „jak on to przyjmie?”. I to właśnie ta reakcja może zdecydować o przyszłości największej partii opozycyjnej.
A co to oznacza dla nas? Rzecz jest oczywista: z awantury w PiS należy się tylko cieszyć. Tak głęboko podzielona partia nie ma szans na objęcie władzy w Polsce.
